Podoba mi się Janas. Widać, że dużo wie. Poza tym szanuje piłkarzy i - co ważne - traktuje ich jednakowo. Nie wywyższa się, nie nosi głowy w chmurach.
Harujemy, ale przynajmniej na razie, jest lżej niż u jego poprzednika.
To na pewno dobry trener. Sprowadził mnie do Polski i nauczył specyfiki futbolu europejskiego. Zawsze będę go cenił, ale może powinien trochę zmodyfikować metody szkoleniowe. Bardzo wierzy w skuteczność treningów siłowych. Siłownia jest dla niego tak samo ważna jak boisko. Niestety, łatwiej jest przesadzić dźwigając żelastwo niż kiedy kopiesz piłkę. Najlepszym na to dowodem była nasza forma w poprzednim sezonie. W pewnym momencie czuliśmy się jakby ktoś nas mordował. Kolejka po kolejce odcinał nam tlen.
Zobaczymy, ale jestem optymistycznie nastawiony. W klubie wszystko powoli zaczyna się stabilizować po wiosennym zamieszaniu. Trenujemy ostro, gra wygląda coraz lepiej. Myślę że możemy być czarnym koniem nadchodzącego sezonu.
No właśnie. Jestem kluczowym piłkarzem reprezentacji, strzelam ważne gole w Gold Cup a w polskiej lidze przez półtora roku uzbierałem marne 11 goli. To nienormalne. Klub wydał na mój transfer dużą kasę, więc czas zacząć się spłacać.
Sam sobie poradzę. W końcu się przełamię, zobaczycie! Mam na to sposób -- od kilku tygodni wbijam sobie do głowy motywujące teksty typu: "jestem niezły w kontrataku", "dobrze gram głową", "potrafię wykorzystywać stuprocentowe sytuacje". Ale na mojej pozycji dużo zależy także od podań. Ja z nich żyję. Choć gdy widzę na treningach Łukasza Gargułę, to aż zacieram ręce. Wrócił z Euro w niesamowitej formie. Jest świeży, dokładny i spragniony gry.
Chyba łatwiej będzie się wypromować w meczach reprezentacji niż w Polsce. Niedługo Hunduras zaczyna eliminacje do mistrzostw świata. 20 sierpnia gramy pierwsze spotkanie z Meksykiem na stadionie Azteca. 100 tysięcy ludzi przyjdzie w oczekiwaniu na łatwe zwycięstwo gospodarzy. Ale my się nie damy. Mamy wreszcie pokolenie zdolnych i cenionych w Europie piłkarzy jak David Suazo z Interu czy Julio Leon z Genoy i zamierzamy po 28 latach ponownie zagrać na mistrzostwach świata.
Powolutku, powolutku. Na co dzień w klubie pomaga mi tłumacz, a w szatni bardziej skomplikowane instrukcje trenera rozszyfrowuje mi Artur Marciniak., który całkiem nieźle radzi sobie z hiszpańskim. Wasz język jest okropnie trudny. Czasami rozumiem dwa, trzy wyrazy, zaczynam łapać kontekst i nagle słyszę jeden wielki szum. I już nawet nie staram się słuchać do końca (śmiech).
Pewnie. Ostatnio w Polsce temperatura znacznie wzrosła. Gorąco jest nawet do późnego popołudnia. Kiedy po jednym z treningów wróciliśmy do szatni i weszliśmy pod prysznice wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać: "Ale czarnuch, czarnuch, eee..." -- wrzeszczeli. Miałem opalone przedramienia, ale brzuchu i nogi były bialutkie. Dla kogoś kto nie widział opalonego Mulata, to niezły ubaw.