Rok temu cała Polska rozprawiała o awanturach kibiców Legii w Wilnie. Teraz warszawianie znów ruszają na pucharową wyprawę. Na Białorusi chuligani nie narozrabiają. "Przedstawiciele białoruskiej milicji sprawiają wrażenie, jakby chcieli pokazać, że u nich zdarzenia z Wilna nie mogą się powtórzyć. Że w Polsce czy na Litwie to może, ale na Białorusi absolutnie nie" - mówi Jarosław Ostrowski z zarządu Legii. Porządku będzie pilnować pół tysiąca milicjantów.
"Milicjanci będą dbali o to, by na stadion nie wniesiono żadnych niepożądanych przedmiotów" - dodaje Ostrowski na łamach "Gazety Wyborczej".
Legia też chce zrobić wszystko, by uniknąć awantur. Nad warszawskim klubem wisi zawieszona kara sprzed roku - jeśli powtórzą się burdy Legia wyleci z głośnym hukiem z pucharów. I to na pięć lat!
Klub wziął na siebie sprzedaż biletów na mecz w Homlu. "Przekazano nam 500 biletów. Będą dostępne w kasach klubu dla posiadaczy Kart Kibica. Istnieje możliwość, że ktoś zechce kupić bilet na miejscu, ale nie będzie wtedy siedział w sektorze z kibicami Legii. No i będzie musiał zapłacić pełną cenę wizy na Białoruś, która kosztuje ok. 50 dolarów" - kończy członek zarządu KP Legia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|