Dla takiej drużyny nie może być litości. Dzisiaj Wydział Dyscypliny PZPN zdegraduje Arkę. Tylko od działaczy gdyńskiego klubu zależy, od której ligi ich zespół zacznie grać w przyszłym sezonie. Jeśli nadal nie będą przyznawać się do winy i dobrowolnie nie poddadzą się karze, spadną do trzeciej ligi i rozpoczną sezon z minus 15 punktami i pół milionem złotych kary - dowiedział się "Fakt".
"Z materiałów, jakie otrzymaliśmy z prokuratury wynika, że Arka to najbardziej zepsuty klub w polskiej lidze. Kary dla niego muszą być i będą surowe" - zapewnia Michał Tomczak, przewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN.
Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że najwięcej działacze Arki zapłacili sędziemu Piotrowi S. ze Szczecina za rewanżowy mecz barażowy o utrzymanie w drugiej lidze ze Śląskiem w 2004 roku. Ten znany pierwszoligowy arbiter miał przyjąć 43 tysiące złotych łapówki od prezesa Jacka M.
Sędziów przekupywał w gdyńskim klubie nie tylko on. 20 tysięcy złotych Krzysztofowi S. z Tarnowa obiecał dyrektor sportowy Wojciech W. Dał mu ostatecznie tylko 10 tysięcy złotych, bo arbiter nie musiał zbyt wiele pomagać drużynie z Trójmiasta w spotkaniu z Kujawiakiem Włocławek w sezonie 2004/2005 - podaje "Fakt".
To brzmi nieprawdopodobnie, ale według ustaleń prokuratury prezes Arki przekupił nawet szefa drużyny rywala. W maju 2005 roku Mirosław S., prezes KSZO Ostrowiec, miał dostać od byłego radnego Gdyni 40 tysięcy złotych łapówki. Otrzymał połowę tej kwoty, bo jego zespół walczył i nie położył się przed rywalem. Jacek M. jednak się zabezpieczył i zdaniem prokuratorów dał także 10 tysięcy złotych sędziemu Robertowi W. z Warszawy.
Zarzuty korupcyjne ma w Arce także wiceprezes Grzegorz G., kierownik drużyny Wiesław K., były trener Mirosław D. i klubowa sekretarka Anna Cz. Wszyscy mieli działać w zorganizowanej grupie przestępczej ustawiającej mecze, która funkcjonowała w trójmiejskim klubie.