Dziennik Gazeta Prawana logo

Maradona trafi do szpitala psychiatrycznego

13 października 2007, 14:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Słynny Argentyńczyk stoczył się na samo dno. Diego Maradona - mający ciągłe problemy z nadużywaniem alkoholu - został skierowany do szpitala psychiatrycznego. Były piłkarz jest w depresji i nie potrafi sobie poradzić z nałogiem - pisze DZIENNIK.

W zasadzie słowo "skierowali" nie oddaje w pełni dramatu piłkarza, który przez wielu uważany jest za najwybitniejszego w historii. "Boski Diego" ma swoich autentycznych wyznawców w Argentynie (założyli nawet jego kościół), ale prawdziwym przeżyciem spirytystycznym ostatnich lat było dla piłkarza obcowanie ze spirytualiami.

Diego pił na umór, aż znalazł się na skraju śmierci. Maradona przed tygodniem wyszedł ze szpitala, gdzie trafił z powodu nadużywania alkoholu. Miał objawy żółtaczki, która rozwija się w następstwie marskości wątroby. Po tygodniu Diego znów wylądował w klinice. 13 kwietnia już otwarcie mówiono o tym, że zapija swoją depresję. Jego osobisty lekarz Alfredo Cahe oświadczył w argentyńskim Radio Uno, że Diego zgodził się, by w przyszłym tygodniu przewieziono go do kliniki psychiatrycznej. Tam ma zostać poddany terapii odwykowej.

Który to już raz? Maradona uzależniał się niemal od wszystkiego od czego było można: ćpał, pił, palił, tracił majątek na hazardzie, zmieniał nieustannie kobiety lub się obżerał. Nie miał przy tym szczęścia do otoczenia. Osobisty lekarz nie umiał zapobiec uzależnieniom. A gdy wyszedł z kliniki odwykowej na Kubie Fidel Castro podarował mu... cygara.

Bo Diego nieustannie był kochany, choć jego karierę zakończyła wpadka dopingowa. Maradona w popularności dystansuje nawet Tigera Woodsa, Michaela Jordana. Bo był genialnym sportowcem, ale miał ludzkie problemy, jak wielu. Dzięki temu wybaczano mu rzeczy godne potępienia. W meczu Anglia - Argentyna w mistrzostwach świata w Meksyku (1986 r.) strzelił gola ręką. "To była ręka Boga" - mówił później.

Dziś tunezyjski sędzia Ali Bin Nasser tłumaczy, że nie dostrzegł przewinienia, bo leczył się na hemoroidy i miał kłopoty ze wzrokiem. Nawet, gdy strzelał z wiatrówki do paparazzi, niektóre argentyńskie media broniły go.

Teraz Maradona umiera w depresji, którą próbował leczyć alkoholem. Ale wódka zepchnęła go tylko głębiej w objęcia strachu. Koło się zamknęło. Tylko czy znajdzie się osoba zdolna przekonać go do radykalnej terapii, która może go ocalić?

Dla Maradony zamknęło się też inne koło. W środę Argentyńczyk Lionel Messi poprowadził FC Barcelonę do zwycięstwa nad Getafe w Pucharze Króla. Jego gol był niemal wierną kopią legendarnego gola Maradony z ćwierćfinału mundialu w 1986 r. "On zajmie moje miejsce w historii futbolu" - oświadczył Maradona.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj