Dziennik Gazeta Prawana logo

Artur Boruc to wspaniały człowiek

13 października 2007, 14:29
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Na naszego bramkarza można zawsze liczyć. Artur Boruc uratował ostatnio życie trójce Polaków, którzy zostali zaatakowani przez chuliganów. Ale to nie powinno nikogo dziwić. Polski bramkarz od dawna pomaga innym i bierze udział w licznych akcjach charytatywnych.

"Ten chłopak zawsze miał złote serce. Znam go od dziecka i wyczyn Artura w Glasgow wcale mnie nie zdziwił. To wariat w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Gość, który potrzebującemu oddałby ostatnią koszulę" - mówi "Faktowi" Krzysztof Pawlusiewicz, trener Artura Boruca w Pogoni Siedlce.

W sobotę bramkarz Celticu uratował życie trójce Polaków, których w Glasgow napadli pijani chuligani. Podli zwyrodnialcy kopali ciężarną kobietę, Magdę Kućko, nim do akcji wkroczył bohater - Boruc. Reprezentant Polski to na co dzień wyluzowany gość, ale kiedy potrzeba, potrafi wziąć słabszych w obronę. Chętnie włącza się też w akcje charytatywne. Tak było, kiedy pomocy potrzebował tracący słuch raper Karol "Pjus" Nowakowski. Boruc bez wahania zaoferował na licytację swoją koszulkę, załatwił też stroje klubowych kolegów - Roya Keane i Stiliana Petrowa.

Artur zawsze był odważny. Kiedyś podczas meczu Legii na Łazienkowskiej kibice z Warszawy zachowywali się nieznośnie, rzucali race na murawę i spotkanie mogło być przerwane. Wtedy Boruc pobiegł do linii bocznej, jednym susem przeskoczył bandy reklamowe i w pojedynkę, kilkoma słowami uspokoił całą Żyletę. Dzięki temu mecz był kontynuowany.

Kibice Legii kochają Boruca za takie spontaniczne akcje. Ostatnio był na meczu warszawian w Płocku tylko po to, by spotkać się z niepełnosprawnymi kibicami Legii, dla których zawsze ma uśmiech i słowa otuchy. "Szczerze mówiąc, to, co Artur zrobił w Glasgow, w ogóle mnie nie zaskoczyło" - opowiada "Faktowi" Tomasz Jarzębowski, przyjaciel Artura z czasów gry w Legii, a dziś pomocnik Bełchatowa. "To taki typ człowieka, że zawsze pomoże. I nie patrzy nawet, czy coś mu grozi, po prostu robi to instynktownie" - mówi piłkarz.

Ten instynkt uratował Polaków w Glasgow. Kto wie, jak fatalnie skończyłby się spacer po parku, gdyby nie odwaga Artura. Boruc sam wie najlepiej, że na ulicach Glasgow bywa niebezpiecznie. Przecież jako rozpoznawalny piłkarz Celticu, narażony jest na ataki ze strony fanów wrogiego klubu Rangers. "Parę razy zdarzyło się, że zaczepiali na ulicy mnie czy Maćka, coś tam krzyczeli w naszą stronę, ale mam to gdzieś" - zwykł mówić Polak.

Kibice z Ibrox Park wyjątkowo nie lubią Artura, głównie za to, że nasz bramkarz wykonuje przed meczami znak krzyża. Rangersi to protestanci i uznają ten gest za największą obrazę. Składali nawet doniesienia na policję, ale Boruc powtarzał: "I tak będę to robił, jestem katolikiem".

Niedawno Artur wziął udział w spotkaniu z chłopcem chorym na dystrofię mięśniową. Z mieszkania Rafała Walczaka bramkarz wyszedł poruszony. "Była okazja, żeby spotkać się z Rafałem, spełnić jego marzenia, pomóc mu, więc w ogóle się nie wahałem" - powiedział były legionista.

I to jest właśnie cały Boruc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj