Dziennik Gazeta Prawana logo

Walka o mistrzostwo będzie pasjonująca

13 października 2007, 14:46
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Odliczanie trwa - pięć kolejek do końca, piętnaście punktów do zdobycia. Wszystkich meczów nie wygra ani GKS Bełchatów, ani Zagłębie Lubin. Tylko pytanie, kto potknie się więcej razy? "Finisz rozgrywek będzie należał do nas" - mówi DZIENNIKOWI trener Zagłębia, Czesław Michniewicz.

Już od paru miesięcy marzy mu się świętowanie tytułu w ostatniej kolejce, na Łazienkowskiej w Warszawie. Tylko że tego samego dnia triumfować ma zamiar Orest Lenczyk. "My patrzymy już tylko na szczyt, bo jak spojrzymy za siebie, to łatwo będzie stracić równowagę i spaść" - twierdzi.

Na razie oba zespoły mają po 52 punkty i dość trudnych rywali. Zagłębie bez problemu powinno zdobyć jeszcze dziewięć punktów (w meczach z Pogonią, Łęczną i Widzewem), a więc łącznie upragnione 61 oczek - tyle zdaniem Michniewicza powinno wystarczyć do tytułu. Problem w tym, że aby te trzy zwycięstwa dały Zagłębiu mistrzostwo, Bełchatów musiałby wygrać ledwie dwa z pozostałych pięciu spotkań. Ale faktycznie jest to możliwe - już jutro w Gdyni może być ciężko o trzy punkty, podobnie jak później w meczach z Kolporterem w Kielcach i Wisłą w Bełchatowie.

Finisz zapowiada się fascynująco. Obie drużyny są silne, ale nie na tyle, by doliczać punkty jeszcze przed meczami. Dlatego każda kolejka może zmienić bardzo wiele. Bełchatów jest w o tyle bardziej komfortowej sytuacji, że ma lepszy bilans meczów bezpośrednich i przy równej liczbie punktów sięgnie po tytuł. Poza tym w ostatniej kolejce uda się do słabiutkiej Pogoni, podczas gdy Zagłębie zagra z Legią. Tak naprawdę lubinianie powinni mieć już przed tym spotkaniem cztery punkty przewagi nad bełchatowianami, jeśli chcą zdobyć mistrzostwo.
Bez trudu można znaleźć argumenty przemawiające za jedną i drugą drużyną.

Bełchatów to maszyna zaprogramowana przez Oresta Lenczyka na zdobywanie punktów, grająca szybko i widowiskowo. Zagłębie, odkąd prowadzi je Michniewicz, ma kapitalny bilans: dwanaście zwycięstw, trzy remisy i jedna porażka. Pierwsi są osłabieni po sprzedaży Matusiaka, drudzy po kontuzji Chałbińskiego. Zamiast na napastników wszystkie oczy będą skierowane na rozgrywających, Gargułę i Iwańskiego.

Zaczyna się ostatnia prosta i choć oba bolidy są trochę uszkodzone, to jednak jeden z nich dojedzie do mety jako pierwszy. Grupa pościgowa jest kilka okrążeń z tyłu.

Sytuacja z perspektywy GKS Bełchatów:

Wszyscy w Bełchatowie zdają sobie doskonale sprawę, że finisz rozgrywek zdecyduje nie tylko o miejscu w pucharach w następnym sezonie, ale będzie miał wpływ na wiele kolejnych lat. Miejsce w rozgrywkach europejskich - którego zabraknie dla Wisły, Legii i Korony, czyli potentatów na polskim rynku transferowym - może być największym atutem bełchatowian. Atutem, dzięki któremu mogą zatrzymać najlepszych piłkarzy.

Działacze GKS doskonale wiedzą, o co grają piłkarze w tym sezonie. Właśnie dali znak, że nie zamierzają szczędzić wydatków na historyczny, uzyskany na 30-lecie klubu sukces. W poniedziałek podjęli decyzję bez precedensu na polskich boiskach - na wtorkowe spotkanie z Arką piłkarze polecą samolotem z Łodzi, po porannym rozruchu w Spale. To może być kluczowy mecz w walce o mistrzostwo.

Na dziś GKS ma więcej atutów. Przede wszystkim szeroki skład. Gdy ostatnio na ławce siedzieli Ujek i Nowak, świetnie zagrali Chwalibogowski i Costly. Cała czwórka jest głodna sukcesu i tak jak wszyscy w drużynie zdaje sobie sprawę, że taka szansa na mistrzostwo jak w tym sezonie może się nie powtórzyć. Wie o tym każdy - od najstarszego w lidze trenera Oresta Lenczyka, przez najstarszego w lidze bramkarza, 39-letniego Piotra Lecha, po młodych Marcina Kowalczyka i Dawida Nowaka. Dlatego są tak zdeterminowani, by osiągnąć sukces.

Dodatkową motywacją są pieniądze. Edward Cecot, Dariusz Pietrasiak, wspomniany Lech, mało znani wcześniej Wróbel i Boguski mogą zarobić w tym sezonie więcej niż kiedykolwiek. Dotąd grali za ligową średnią, w Bełchatowie pensje są godne, a premie mogą być rekordowe. Pod jednym warunkiem - wygrywania. Każde kolejne zwycięstwo warte jest 20 tysięcy więcej. Warto przedłużyć serię do 7 na koniec sezonu, by świętować nie tylko zdobycie złotych medali.

Za bełchatowianami przemawia też lepszy bilans bezpośrednich meczów z Zagłębiem (1:2 i 3:1), a także Łukasz Garguła, najlepszy zawodnik ekstraklasy, Mariusz Ujek, najbardziej ambitny i najbardziej waleczny oraz Dawid Nowak, najsprytniejszy napastnik.
Wszystko przemawia za BOT GKS. Wszystko, z jednym tylko wyjątkiem - nikt tak jak oni nie potrafi zaskoczyć in minus. Przegrali w Wodzisławiu, więc kto da gwarancję, że nie stracą punktów w Gdyni albo Kielcach?

Sytuacja z perspektywy Zagłębia Lubin:

Przed poprzednim sezonem Maciej Iwański chciał za wszelką cenę wyjechać za granicę by dostać się do reprezentacji Polski. Dziś ani on, ani nikt inny o wyjeździe z Lubina nie myśli. Bo Zagłębie, to nie tylko najpoważniejszy kandydat na mistrza Polski, ale jedyny klub, który ma szansę zagrać w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

To obecnie najsilniejszy i najbardziej perspektywiczny polski zespół. W każdej formacji lubinianie mają zawodników wyróżniających się na tle innych piłkarzy biegających po boiskach ekstraklasy. Michal Vaclavik jest jednym z najlepszych bramkarzy w lidze. Zagłębie ma też w składzie rewelacyjnego Manuela Arboledę, którego choć dobrze gra tylko lewą nogą, bardzo trudno wyprowadzić w pole. Przy Kolumbijczyku dojrzewa talent Grzegorza Bartczaka, który już teraz został dostrzeżony przez selekcjonera reprezentacji Leo Beenhakkera.

Znakiem firmowym lubińskiego zespołu są szybkie akcje w czworokącie: Łobodziński, Iwański, Chałbiński, Piszczek. Trzech z nich trafiło w tym roku do narodowej kadry, a ten ostatni, to jeden z największych talentów w polskim futbolu. Mając tak mocny zespół lubinianie mogą prowadzić otwartą grę niezależnie od tego czy wspiera ich dopingiem własna publiczność. "Jedziemy po trzy punkty" - jak mantrę powtarzają przed meczami wyjazdowymi piłkarze Zagłębia. I zwykle te punkty z wyjazdów przywożą.

Zagłębie zmienia się błyskawicznie w zorganizowany po europejsku profesjonalny klub, a młody, ambitny trener Czesław Michniewicz wraz ze sztabem swoich współpracowników nie boi się korzystać ze zdobyczy nauki i nowoczesnej techniki. Zagłębie to wreszcie najbardziej perspektywiczny z polskich klubów. "My nie żyjemy ze sprzedaży zawodników. Wręcz przeciwnie zamierzamy dalej rozsądnie wzmacniać nasz zespół" - mówi DZIENNIKOWI trener Michniewicz. I nie są to słowa rzucane na wiatr. Przekonane przez prezesa klubu władze KGHM zamierzają bowiem zainwestować w futbol niebywałe jak na polskie warunki pieniądze. Mówi się nawet o budżecie na poziomie 60-70 mln złotych.

Przy takich nakładach finansowych lubiński klub stać będzie nie tylko na kupienie każdego polskiego piłkarza, lecz także na dobrej klasy zawodników zagranicznych. Czyli prawdziwe wzmocnienia, a nie gracze trzeciego sortu, od których aż roi się w Bełchatowie. Gdy mistrzem zostanie Zagłębie awans polskiego klubu do Ligi Mistrzów będzie realną perspektywą, a nie zwyczajną mrzonką.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj