Dziennik Gazeta Prawana logo

Legia chce zrzucić winę na Litwinów

13 października 2007, 16:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mecz Legii z Vetrą Wilno był jednym z niewielu w ciągu ostatnich kilku lat, który nie został dokończony. Dlatego Europejska Unia Piłkarska może zastosować wobec drużyny z Warszawy wysokie kary. Z drugiej strony Legia przygotowuje dosyć logiczną linię obrony, według której odpowiedzialność za wydarzenia miałaby spaść na stronę litewską - pisze DZIENNIK.

"Dzisiaj komisja dyscyplinarna UEFA rozpoczęła śledztwo w sprawie. Do jutra popołudniu Legia ma czas na przedstawienie swojego stanowiska. Decyzja będzie podjęta w środę" - powiedziano DZIENNIKOWI w biurze Williama Gallarda, rzecznika UEFA.

"Wachlarz kar jest bardzo szeroki. Od kary finansowej do zawieszenia włącznie. Obowiązuje prosta zasada, że za kibiców odpowiedzialny jest zawsze klub. Zajścia w Wilnie wstępnie zostały określone jako bardzo poważne. Wielokrotnie podczas meczów dochodziło do burd na trybunach, jednak od wielu lat nie przerwano spotkania z powodu wtargnięcia kibiców na boisko" - dodaje rzecznik. "Podczas meczu Danii ze Szwecją doszło do ataku na sędziego, jednak tam na boisko wbiegł tylko jeden szalony kibic, tutaj zaś mamy potężną zorganizowaną grupę" - przypomina.

Należy przypuszczać, że kara będzie dosyć wysoka, bo doszło do recydywy. Kibice Legii robią burdy na większości zagranicznych stadionów, na których się pojawiają. Do tej pory jednak kończyło się na karach finansowych.

Z drugiej strony jednak, Legia chce oprzeć swoją linię obrony na ograniczonej możliwość wpływania na swoich kibiców. Potwierdza to Stefan Dziewulski, szef ochrony na stadionie Legii Warszawa. "W przypadku spotkań międzynarodowych zawsze proponujemy drugiej stronie dystrybucję biletów przez nas" -mówi.

"Na mecze mogą jechać ci kibice, których znamy. Muszą być to zorganizowane grupy, w których są wyznaczone osoby ponoszące odpowiedzialność w razie jakichkolwiek zajść. Lista kibiców zawsze jest imienna, a wydawanie biletu odbywa się za okazaniem dowodu osobistego. Dokładnie znamy liczbę osób, środki transportu, wszystko mamy pod kontrolą. Te rozwiązania zaproponowaliśmy też Litwinom, jednak oni stwierdzili, że nie ma takiej potrzeby. Prowadzili sprzedaż biletów przez internet oraz na miejscu w Wilnie. Nie mogliśmy jako klub mieć żadnego wpływu na to, kto jedzie na mecz" - dodaje.

Dziewulski nie wyklucza też, że "na mecz mogli pojechać pospolici bandyci". Tymczasem UEFA nie stosuje czegoś takiego jak międzynarodowy zakaz stadionowy. "Stosujemy takie rozwiązanie w przypadku najważniejszych spotkań, które organizujemy na neutralnym terenie. Podczas spotkań międzynarodowych listy z nazwiskami powinny wymieniać między sobą krajowe federacje piłkarskie lub kluby" - mówi rzecznik UEFA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj