Torres podkreślił, że nie zamierza prosić trenera Carlo Ancelottiego czy szefów klubu o zwolnienie z meczu z The Reds.

Reklama

"To nie będzie dla mnie komfortowa sytuacja, ale jeśli pojawię się na boisku, to zrobię wszystko, by zaprezentować się jak najlepiej i strzelić gola" - powiedział 26-letni napastnik, który zdobył dla Liverpoolu 81 bramek.

Na Anfield Road Hiszpan spędził cztery lara. Teraz wielu kibiców nie kryje złości, że odszedł. Niektórzy demonstracyjnie spalili koszulki z nazwiskiem piłkarza.

"Nawet jeśli ktoś nie będzie wyrażał się o mnie dobrze, to ja nie powiem na Liverpool złego słowa. W tym klubie stałem się lepszym graczem, mogłem sprawdzić się w świetnej lidze. Byłem tam szczęśliwy, ale to już historia. Dziś jestem zawodnikiem Chelsea" - dodał.

"Liverpool przechodzi zmiany, w drużynie trwa zmiana warty. Chelsea ma stabilny skład, z wieloma gwiazdami. Być częścią zespołu, w którym występują John Terry, Frank Lampard, Didier Drogba czy Nicolas Anelka, to wielka sprawa" - przyznał.

Jak dodał, wpływ na decyzję o transferze miała osoba włoskiego trenera Carlo Ancelottiego. "Jeszcze z nim nie rozmawiałem, ale wiem, że nalegał, by mnie ściągnąć. Czułem, że wszystkim w klubie zależało, bym grał w barwach Chelsea. To mi bardzo schlebia" - powiedział Torres, który występując w Liverpool strzelił londyńczykom siedem goli.

"Chelsea to nie jest zwykły, pospolity klub. Mecze z nim są szczególne dla rywali. Wszyscy fani The Blues chyba odetchnęli, że będą mnie mieć po swojej stronie" - podsumował hiszpański piłkarz.