"Azzurri" dzielą pierwszą pozycję z Chorwacją, z którą zmierzą się 16 listopada w Mediolanie.

Reklama

I tego meczu Włosi boją się najbardziej. Kiedy ich reprezentacja męczyła się na Malcie, Chorwaci pokonali Azerbejdżan 6:1. Ten sam Azerbejdżan, z którym tak trudno im było wygrać w ubiegłym tygodniu w Palermo. Już wtedy sprawozdawcy telewizyjni nie kryli zdumienia, że wicemistrzowie Europy z 2012 bali się gości z Baku.

Ta sama postawa na Malcie wydawała się już przesadą i nikt nie ukrywał wrażenia, że z boiska wiało nudą. Włosi broniący wyniku 1:0 ze 155. drużyną w rankingu FIFA to już było za dużo. Trener Antonio Conte przekonuje, że najważniejsze są punkty, a tych „Azzurri” zebrali do tej pory maksimum. Ale przyznać musi, że jego piłkarzom daleko jeszcze do europejskiego poziomu.

W reprezentacji zadebiutował zawodnik, który ma bardzo zobowiązujące nazwisko: Pelle. Wprawdzie pisze się je przez dwa „l”, a końcowe „e” jest z akcentem, skojarzenie brazylijskim asem jest niemal odruchowe. To właśnie 29-letni Graziano Pelle, obecnie napastnik Southampton, strzelił jedyną bramkę. Po czym jednak przysnął jak pozostali, co niczego dobrego nie wróży przed meczem z Chorwacją.