Niewielu jest piłkarzy w kadrze Adama Nawałki, którzy mieli tyle niecodziennych, często przykrych doświadczeń w swojej karierze. No bo ilu bramkarzy podczas treningu – przy podnoszeniu sztangi – złamało sobie obie ręce? Tak przypadek zdarzył się Szczęsnemu w 2008 roku.
Człowiek bez kompleksów. Odważny, dowcipny, bystry. Na pytania odpowiada szybko i dosadnie. Podobnie jak jego ojciec Maciej, w przeszłości również świetny bramkarz i reprezentant kraju.
O tym, że Szczęsny junior zrobi karierę, mówiono już od dawna.
– powiedział kilka lat temu trener bramkarzy Legii Krzysztof Dowhań, były szkoleniowiec Szczęsnego.
Pierwszą wielką imprezą dla wychowanka warszawskiej Agrykoli miały być mistrzostwa Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie. Przed tym turniejem bronił znakomicie, wygrany na początku czerwca 4:0 sprawdzian z Andorą był wówczas piątym kolejnym meczem, w który reprezentacja Polski nie straciła gola.
– podkreślił wówczas Szczęsny.
W pierwszym meczu turnieju (1:1) puścił bramkę po strzale Dimitrisa Salpingidisa, a co gorsza, w 69. minucie otrzymał czerwoną kartkę za faul w polu karnym. Do bramki wszedł za niego Przemysław Tytoń i obronił „jedenastkę”.
- przyznał wówczas Szczęsny, dodając, że decyzja sędziego o czerwonej kartce była prawidłowa.
Musiał pauzować w starciu z Rosją (1:1), a ówczesny selekcjoner Franciszek Smuda nie dał mu już szansy w ostatnim meczu grupowym – przegranym 0:1 z Czechami.
Cztery lata później znacznie lepiej rozpoczął mistrzostwa Europy we Francji. Nie dał się pokonać w wygranym 1:0 meczu z Irlandią Północną w Nicei, ale już w pierwszej połowie - jak się później okazało - nabawił się urazu uda, gdy zderzył się z napastnikiem rywali Kyle'em Laffertym. Zastąpił go Łukasz Fabiański, który spisywał się tak dobrze, że pozostał między słupkami do końca przygody Polaków z turniejem, czyli do ćwierćfinału.
Szczęsny wciąż był jednak bardzo ważną postacią dla Adama Nawałki. Selekcjoner zaufał mu także przed meczem mistrzostw świata 2018 z Senegalem (1:2). Na stadionie Spartaka w Moskwie golkiper Juventusu Turyn nie spowodował rzutu karnego, nie doznał kontuzji, ale… znów pierwsze spotkanie okazało się dla niego pechowe. W 60. minucie wybiegł daleko przed pole karne i nie zdołał powstrzymać Mbaye Nianga, który minął polskiego golkipera i bez kłopotów trafił do pustej bramki.
– ocenił surowo w TVP Sport jego ojciec Maciej.
Tymczasem syn podkreślił, że nie będzie bał się podobnych interwencji w kolejnym meczu. 24 czerwca biało-czerwoni zagrają w Kazaniu z Kolumbią.
– powiedział zawodnik cytowany na portalu PZPN.
W przeciwieństwie do mistrzostw Europy 2012 i 2016 tutaj nic nie stoi na przeszkodzie, aby wystąpił w kolejnym meczu. I zapewne tak będzie. Wciąż Szczęsny ma szansę rozegrać wielki turniej i przypomnieć piłkarskiemu światu, kto w październiku 2014 roku obronił dwadzieścia strzałów w wygranym 2:0 meczu z Niemcami w Warszawie.