Mariusz Lewandowski był jednym z bohaterów sobotniego meczu z Portugalią (2:2). Polski obrońca strzelił pierwszego gola dla Biało-czerwonych, a przez cały rozbijał ataki rywali, czym doprowadzał ich do szewskiej pasji. "Nie wytrzymywali ciśnienia. Wiadomo jak się zachowuja wielkie gwizdy gdy im coś nie idzie" - powiedział DZIENNIKOWI.
Po ostatnim gwizdku sędziego wyrzuciliście ręce w górę w geście radości. Remis w Portugalii to był jednak szczyt marzeń?
Marzeniem było zwycięstwo, ale ten wynik też jest bardzo dobry. Lepszy niż gra. W pierwszej połowie szło nam całkiem nieźle. Graliśmy mniej więcej to co zaplanowaliśmy. Rozbijaliśmy ich ataki w okolicy trzydziestego metra od naszej bramki i próbowaliśmy jakichś kontrataków. Jeden sie nawet udał. Później trochę zapomnieliśmy jak gra się w piłkę. Dlatego musimy być bardzo szczęśliwi z tego remisu. Za chwilę nikt nie będzie pamiętał w jak kiepskim stylu go osiągnęliśmy.
Wróćmy do 43 minuty. Wyczuwał pan, że Ricardo odbije strzał Błaszczykowskiego i dlatego ruszył do przodu?
Mówią, że dobry piłkarz potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Fajnie, że strzeliłem tego gola, bo dodał on nam wiary w dobry wynik. Podbudował nas psychicznie. Ale podkreślam - nikt nie jest przesadnie zachwycony po tym meczu. Musimy szybko sie zastanowić co zrobić aby w środę w Helsinkach zagrać dużo lepiej, bo tyle szczęścia co w Lizbonie możemy już nie mieć. Nie można tylko bronić, ale trzeba też rozsądnie atakować.
Serbia zremisowała z Finlandią. Wszyscy w grupie A grają dla nas...
I powinniśmy ten los wykorzystywać. Prawdę mówiąc Portugalczycy byli nawet do pokonania. Owszem, może nie zasługiwaliśmy na zwycięstwo. Ale w piłce nie zawsze wygrywa lepszy i ten, który potrafi grać tak pięknie jak na przykład Portugalczycy.
Chwilami portugalskie gwiazdy - Deco, Ronaldo czy Quaresma wkręcały was w ziemię...
To piłkarze wielkiej klasy i zdawaliśmy sobie sprawę, że jedno zagranie takiego asa potrafi otworzyć drogę do bramki. I tak się stało. Bo co innego wiedzieć jak gra rywal, a co innego spróbować temu zapobiec.
W pewnym momencie Portugalczykom zaczęły wyraźnie puszczać nerwy, grali nie fair, było kilka przepychanek. To wy ich prowokowaliście?
Raczej sytuacja, w której się znaleźli sprawiła, że nie wytrzymywali ciśnienia. Wiadomo jak się zachowują wielkie gwizdy gdy im coś nie idzie.
Marzeniem było zwycięstwo, ale ten wynik też jest bardzo dobry. Lepszy niż gra. W pierwszej połowie szło nam całkiem nieźle. Graliśmy mniej więcej to co zaplanowaliśmy. Rozbijaliśmy ich ataki w okolicy trzydziestego metra od naszej bramki i próbowaliśmy jakichś kontrataków. Jeden sie nawet udał. Później trochę zapomnieliśmy jak gra się w piłkę. Dlatego musimy być bardzo szczęśliwi z tego remisu. Za chwilę nikt nie będzie pamiętał w jak kiepskim stylu go osiągnęliśmy.
Wróćmy do 43 minuty. Wyczuwał pan, że Ricardo odbije strzał Błaszczykowskiego i dlatego ruszył do przodu?
Mówią, że dobry piłkarz potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Fajnie, że strzeliłem tego gola, bo dodał on nam wiary w dobry wynik. Podbudował nas psychicznie. Ale podkreślam - nikt nie jest przesadnie zachwycony po tym meczu. Musimy szybko sie zastanowić co zrobić aby w środę w Helsinkach zagrać dużo lepiej, bo tyle szczęścia co w Lizbonie możemy już nie mieć. Nie można tylko bronić, ale trzeba też rozsądnie atakować.
Serbia zremisowała z Finlandią. Wszyscy w grupie A grają dla nas...
I powinniśmy ten los wykorzystywać. Prawdę mówiąc Portugalczycy byli nawet do pokonania. Owszem, może nie zasługiwaliśmy na zwycięstwo. Ale w piłce nie zawsze wygrywa lepszy i ten, który potrafi grać tak pięknie jak na przykład Portugalczycy.
Chwilami portugalskie gwiazdy - Deco, Ronaldo czy Quaresma wkręcały was w ziemię...
To piłkarze wielkiej klasy i zdawaliśmy sobie sprawę, że jedno zagranie takiego asa potrafi otworzyć drogę do bramki. I tak się stało. Bo co innego wiedzieć jak gra rywal, a co innego spróbować temu zapobiec.
W pewnym momencie Portugalczykom zaczęły wyraźnie puszczać nerwy, grali nie fair, było kilka przepychanek. To wy ich prowokowaliście?
Raczej sytuacja, w której się znaleźli sprawiła, że nie wytrzymywali ciśnienia. Wiadomo jak się zachowują wielkie gwizdy gdy im coś nie idzie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|