Dziennik Gazeta Prawana logo

Żurawski, czyli polski Bosman

5 listopada 2007, 23:21
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Maciej Żurawski wygrał proces ze sponsorem piłkarskiej reprezentacji TP SA i stworzył prawdziwy precedens. Ci, którzy wykładają na sport pieniądze, nie będą już mogli dowolnie korzystać z wizerunku zawodników. Czy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie wstrząśnie polskim sportem? Nie, bo inne związki działają rozważniej niż PZPN - pisze DZIENNIK.

Nie jest to przełom na wagę "prawa Bosmana", które przewróciło do góry nogami europejski futbol, ale "prawo Żurawskiego" też może sporo zamieszać. Do tej pory zawodników traktowano niczym zakutych w kajdany niewolników - ich twarze, bez pytania, sprzedawano komu popadnie. Piłkarze znajdowali swoje zdjęcia na opakowania napojów, czipsów czy w reklamach firm telekomunikacyjnych. Nie dostawali za to nic lub też śmieszne - w świecie reklam - sumy. "Od Ery dostałem telefon komórkowy, mogę oddać" - kpi Piotr Świerczewski, 70-krotny reprezentant Polski.

Teraz zawodnicy mają w rękach potężną broń - wyrok, opierający się na prawie autorskim. Świerczewski momentalnie po decyzji sądu zapowiedział, że kieruje sprawę do sądu - będzie domagał się od PZPN i firm współpracujących ze związkiem odszkodowania. To samo, zdaniem Świerczewskiego, zrobi około dziesięciu jego kolegów z reprezentacji 2002. Kamil Kosowski już to zrobił, lada dzień rozpocznie się jego proces z TP SA. Ci, którzy grali w kadrze niedawno, też takiego ruchu nie wykluczają.

"Zadzwonię do Maćka Żurawskiego, pogadam z innymi chłopakami, skonsultuję się z prawnikami. Jeśli sprawa jest warta zachodu, czyli poważnych pieniędzy, być może będę o nie walczył przed sądem. Tym bardziej, że w reklamach TP SA wcale nie było mnie mniej niż Maćka" - mówi Tomasz Frankowski. Pieniądze raczej są warte zachodu. Miesięcznik Forbes swego czasu wycenił marketingową wartość Żurawskiego na 475 tysięcy złotych tyle trzeba było wydać, by wziął udział w jednej kampanii reklamowej. Biorąc pod uwagę, że TP SA działała z olbrzymim rozmachem, kapitan reprezentacji mógłby domagać się wielokrotności tej sumy. W razie wygrania procesu, wprowadzona w błąd przez PZPN TP SA z czystym sumieniem może żądać zwrotu tej kwoty z kasy związkowej.

PZPN ma więc prawdziwy problem. Działaczom związku do głowy nie przychodzi, że do tej pory przez lata łamali prawo, a ich pomysł na finansowanie działalności był nielegalny. Teraz chcieliby unormować sytuację Kartą Reprezentanta, czyli w zasadzie zwykłą umową. Ale to sprawy nie załatwia - wielu piłkarzy nie chce przenieść na PZPN praw do wizerunku na skrajnie niekorzystnych dla siebie warunkach (co nie jest dziwne, pierwszy z brzegu, który tego nie zrobi - Żurawski), a trudno sobie wyobrazić, aby w kadrze nie grali najlepsi, tylko ci, którzy godzą się sprzedać swoją twarz za grosze. Gdyby tak było na całym świecie, David Beckham nie grałby w reprezentacji Anglii, a Ronaldinho w kadrze Brazylii. Michał Listkiewicz powołuje się na ustawę o sporcie kwalifikowanym, ale ta jest zwykłym bublem. Wyjście jest więc jedno - jeśli sponsor chce korzystać z wizerunku zawodnika, musi się z nim porozumieć i mu zapłacić.

Tak naprawdę głównie piłkarski związek - od lat mający kłopoty ze zrozumieniem przeróżnych przepisów - ma problem. Inne federacje sprawniej poruszają się w świecie paragrafów, negocjują z zawodnikami, dochodzą do porozumienia. Artur Popko, członek prezydium Polskiego Związku Piłki Siatkowej ds. marketingu mówi: "Mamy kontrakty, które regulują wszystkie sprawy wizerunku. Zawsze jest ryzyko, że ktoś odmówi, ale... po co miałby to robić, skoro nie tylko coś daje, ale i nabywa sporo praw. Wynagrodzenia, ubezpieczenia, nagrody..." - wylicza. Na razie nikt nie odmówił.

Samsung, który sponsoruje polską lekkoatletykę, choć ma kontrakt z PZLA, podpisuje oddzielne umowy ze sportowcami, których wizerunek chce bardziej eksploatować. "To pozwala sponsorowi właściwie w nieograniczony sposób dysponować wizerunkiem Anny Rogowskiej. Gdyby nie miała indywidualnego kontraktu, a jej wizerunek został wykorzystany przez PZLA, zwrócilibyśmy się do prawnika" - mówi Jacek Torliński, mąż i trener zawodniczki.

Podobnych kłopotów jakie ma PZPN nie spodziewają się też w związku tenisowym, narciarskim oraz pływackim. "Nasze umowy z zawodnikami wyraźnie precyzują w jakim zakresie możemy wykorzystać ich wizerunek w działaniach marketingowych związku i jego sponsorów" - mówi Tomasz Półgrabski, sekretarz generalny PZT. To samo mówi Apoloniusz Tajner z PZN. Natomiast Krzysztof Usielski, prezes związku pływackiego, pewny siebie dodaje: "Nigdy nie mieliśmy takich problemów jak sprawa Żurawskiego i mieć nie będziemy".

Prezesi wszystkich związków dziwią się beztrosce działaczy PZPN. Linia obrony, że Żurawski godząc się, aby ktoś mu zrobił zdjęcie, tym samym godził się na wykorzystanie fotografii w reklamach, od początku wydawała się niepoważna. Teraz los PZPN jest w rękach piłkarzy. Jeśli solidarnie się skrzykną i wystąpią do sądu, łącznie mogliby wygrać pewnie kilkanaście milionów złotych. Wprawdzie domagaliby się tych pieniędzy od firm sponsorujących PZPN, ale te z kolei mogłyby wysunąć roszczenia wobec związku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj