Bramkarz, który zatrzymał Anglię, dziwi się decyzjom trenera. "Przed meczami z Portugalią i Finlandią Beenhakker powiedział, że nie czas na eksperymenty. I co? Przed najważniejszym meczem z Kazachstanem powołał Gołosia i Zahorskiego. Na Boga! Takich rzeczy się nie robi" - denerwuje się Jan Tomaszewski.

Reklama

"Tomek" nie rozumie, dlaczego Leo Beenhakker postawił na tych dwóch piłkarzy. "Za wszystko odpowiedzialność bierze trener. Ale czemu akurat wziął tych? Może to ten <sprzedawca truskawek> (menedżer kadry Jan de Zeeuw) jest zainteresowany powołaniami? Przecież przed najważniejszymi meczami nie załatwia się spraw na wariackich papierach" - mówi Tomaszewski.

Były bramkarz reprezentacji Polski ma inną wizję ataku. "Beenhakker powołał Radosława Matusiaka i Macieja Żurawskiego, którzy nie grają w swoich klubach, Marek Saganowski i Grzegorz Rasiak są rezerwowymi na angielskiej prowincji. A ja pytam, co z Arturem Wichniarkiem czy Pawłem Brożkiem? Wichniarek jest wiceliderem klasyfikacji strzelców w Bundeslidze, a Brożek liderem w Polsce. Na nich powinien postawić Beenhakker" - przekonuje "Tomek".

Tomaszewski martwi się o polski atak. "Czekają nas teraz mecze, w których trzeba strzelić jak najwięcej goli. Tymczasem co grają napastnicy? W Portugalii oba gole strzelił sobie bramkarz. W Finlandii grali na mniej niż zero" - martwi się w rozmowie z dziennikiem.pl.