We wrześniu 2006 r., tuż po kompromitującej porażce 1:3 z Finlandią, mało kto wierzył w to, że pod koniec eliminacji polska reprezentacja będzie liderem grupy A.
Wtedy byliśmy bardzo wkurzeni. Nie tylko samą przegraną, ale też tym, że niektórzy ludzie od razu spisali nas na straty. Szczególnie poirytowało nas paru dziennikarzy wieszczących koniec kadrowiczów i Leo Beenhakkera. Teraz ci sami panowie wynoszą reprezentację na szczyt. Jak widać, w świecie piłki cienka linia dzieli podziw od nienawiści...

Ma pan żal do mediów?
Już nie. Staram się zrozumieć mechanizm ich funkcjonowania. Jak wygrywamy, słychać ochy i achy, po porażkach sypią się gromy. Takie życie. Zarówno w Polsce, jak i Niemczech. Za to wy powinniście pamiętać, że jesteśmy tylko ludmi i niektórzy z nas mocno przeżywają krytykę.

A także występy w trudnych spotkaniach. Bardzo denerwujecie się przed starciem z Belgami?
Szczerze to tak. Choć sam robię wszystko, by przekonać się, że czeka nas po prostu kolejne spotkanie, nie mniej i nie bardziej ważne od innych. Jednak łatwo nie jest. W koO`cu w mojej długiej już karierze nie grałem tak ważnego meczu. To wszystko siedzi gdzieś w głowie.

Macie jakąś metodę na uspokojenie się i skoncentrowanie tuż przed meczem?
Nie wiem jak inni koledzy, ale ja słucham dużo muzyki, bardzo różnej. Ostatnio takich pulsucjących rytmów w stylu rapera Tmbalanda lub Nelly Furtado. Wyłączam też komórkę.

W Wolfsburgu występuje Belg Peter van der Heyden. Rozmawiał pan z nim o nadchodzącym meczu?
Oczywiście. Bardzo chciał w nim zagrać, niestety nie jest to możliwe, bo ma kontuzję. Szkoda. Chętnie bym się z nim zmierzył.A o spotkaniu dysktujemy często. Dzwonił do mnie nawet kilkanaście minut przed tym wywiadem.

Mówił coś ciekawego?
Przyznał, że w Belgowie mają w sobie mało entuzjazmu, że trochę się nas obawiają. Z drugiej strony dodał, że jadą do Chorzowa na luzie, bo przecież nie mają nic do stracenia. Oni mogą wygrać, my musimy. Dla tych młodych chłopaków, przygotowujących się do eliminacji do mundialu w RPA, to dość na fajna sytuacja.

Sądzi pan, że w pamięci Belgów tkwi zeszłoroczna porażka z Polską w Brukseli?
Nie. Jestem przekonany, że oni o tym nie myślą, podobnie jak my. Piłkarz skupia się na tym co jest tu i teraz, nie rozpamiętywaniu historii i spekulacjach. Od tego są dziennikarze, nie chcemy odbierać wam chleba (śmiech).

Żurnaliści podgrzewali też atmosferę pisząc o tym, że Belgowie byli motywowani finansowo przez Serbów, by was pokonać. Co pan sądzi o tej informacji?
Myślę, że to plotka, która wyszła z obozu bałkaO`skiego. Serbowie grają słabo, więc próbują odwrócić uwagę od swojej formy poprzez jakieś głupoty Tak najpewniej wyglądają fakty. Takie zachowanie jest śmieszne.

Lubi pan grać w Chorzowie? Pytamy, bo wiele osób krytykuje Stadion Narodowy za to, że nie jest funkcjonalny, że trybuny są zbyt daleko od boiska.
Nie zgadzam się z nimi. Mnie ten obiekt kojarzy się naprawdę wspaniale. Przecież to tu wywalczyliśmy awans do mistrzostw świata w 2002 roku pokonując Norwegię. Tak naprawdę to jednak miejsce, w którym się gra ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsi są kibice, którzy tworzą atmosferę. A Polscy fani zrobią Belgom niesamowity kocioł, tego jestem pewien. Pomogą nam w odniesieniu wygranej, która...

...zapewni Polakom awans do mistrzostw Europy. Eksperci mówią, że to trudniejsze rozgrywki niż mundial, bo nie ma w nich słabych drużyn z Azji czy Afryki. Zgadza się pan z tą opinią?
Jeszcze nie dane mi było zagrać w czempionacie europejskim, dlatego ciężko odpowiedzieć na to pytanie (śmiech). Porozmawiamy w czerwcu, wtedy będę miał jakąś skalę porównawczą.

To może pokusi się pan chociaż o ocenę tego, co udało nam się Polakom zrobić w pół roku po otrzymaniu Euro 2012?
Wygląda to krucho. Według mnie zmarnowano sześć miesięcy. Stoimy w miejscu, ale wierzę, że w końcu ruszymy. Obyśmy zaczęli robić milowe kroki, inaczej nie zdążymy z tym wszystkim. Nie chcę, byśmy stali się pośmiewskiem w Europie. Musimy wykorzystać szansę, którą dostaliśmy od UEFA!