Dziennik.pl logo

Michniewicz już po jednym meczu może przejść do historii

27 marca 2022, 12:41
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz
<p>Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz</p>/PAP
Polscy piłkarze, których we wtorek czeka w Chorzowie mecz ze Szwecją o awans na mundial, nie rywalizowali w przeszłości w barażach, ale wiele razy grali decydujące mecze na zakończenie eliminacji do ważnych imprez. I jak pokazują statystyki - często wypadali w nich dobrze.

Podopieczni trenera Czesława Michniewicza mieli zagrać 24 marca półfinał barażowy o awans do mistrzostw świata z Rosją w Moskwie, lecz po wykluczeniu reprezentacji tego kraju przez FIFA - w związku z agresją zbrojną na Ukrainę - wygrali walkowerem.

Potrafią sobie radzić w ostatniej kolejce

W tej sytuacji awansowali bezpośrednio do finału. We wtorkowy wieczór zmierzą się ze Szwecją, która w półfinale pokonała po dogrywce Czechy 1:0. Spotkanie na Stadionie Śląskim musi wyłonić zwycięzcę - w przypadku remisu będzie dogrywka i ew. rzuty karne.

Za biało-czerwonymi przemawiają m.in. atut własnego boiska i... statystyki, szczególnie z ostatnich lat. W ważnych meczach kończących eliminacje, a baraż ze Szwedami jest w rzeczywistości ostatnim akordem tych kwalifikacji, często realizowali swój cel.

Tak było np. w eliminacjach do poprzednich mistrzostw świata - w Rosji. Przed ostatnią kolejką kwalifikacji piłkarze prowadzeni wówczas przez Adama Nawałkę byli w korzystnej sytuacji. Do awansu wystarczył im remis w Warszawie z Czarnogórą - dzięki temu nie musieli czekać na wynik meczu Duńczyków z Rumunami.

Plan wypełnili z nawiązką. Wygrali z osłabionymi brakiem m.in. Stefana Savica, Marko Vesovica i Stevana Jovetica rywalami 4:2 i awansowali z pierwszego miejsca w grupie.

We wcześniejszych latach Polacy też kilka razy udowodnili, że w ostatniej kolejce - gdy decydują się losy awansu - potrafią sobie radzić.

Przykładem eliminacje mistrzostw Europy 2016. Biało-czerwoni do zajęcia drugiego miejsca w grupie (które również dawało bezpośredni awans; pierwsze ostatecznie zajęli Niemcy) potrzebowali w ostatniej kolejce remisu u siebie z Irlandią 0:0 lub 1:1.

Podopieczni Nawałki zadanie zrealizowali z nadmiarem, wygrywając w Warszawie 2:1. Po meczu piłkarze świętowali razem z kibicami. - krzyknął przez mikrofon do fanów Robert Lewandowski.

Dotrzymał słowa - na francuskich boiskach on i koledzy dotarli do ćwierćfinału.

"Zwycięski" remis na Wembley

Sytuacja, gdy wszystko zależało od ostatniego meczu, zdarzyła się również np. w kwalifikacjach mistrzostw świata 1986. Prowadzeni wówczas przez Antoniego Piechniczka biało-czerwoni, z późniejszym prezes PZPN Zbigniewem Bońkiem w składzie, w ostatniej kolejce podejmowali Belgię. Gospodarzom wystarczył remis i ostatecznie spotkanie w Chorzowie zakończyło się wynikiem 0:0. Polacy awansowali na mundial w Meksyku, podobnie zresztą jak Belgowie, którzy w barażu okazali się minimalnie lepsi od Holendrów.

Najsłynniejszym przypadkiem "zwycięskiego" remisu w ostatniej serii jest oczywiście legendarny mecz na Wembley z Anglią w eliminacjach mistrzostw świata 1974. Wówczas drużyna Kazimierza Górskiego potrzebowała jednego punktu. Po heroicznej walce, świetnej postawie Jana Tomaszewskiego w bramce i golu Jana Domarskiego osiągnęła swój cel, remisując z faworyzowanymi gospodarzami 1:1.

Cztery lata później, w kwalifikacjach mundialu 1978, biało-czerwoni znów zremisowali w swoim ostatnim spotkaniu. Tym razem z Portugalią w Chorzowie 1:1 (gol Kazimierza Deyny bezpośrednio z rzutu rożnego), dzięki czemu przypieczętowali awans do mistrzostw świata w Argentynie. Mecz przeszedł do historii, ale - niestety - również z innego powodu. Część kibiców wygwizdała Deynę, wówczas gwiazdę Legii Warszawa.

Michniewicz po jednym meczu może przejść do historii

Czasami zdarzało się tak, że Polacy w ostatniej kolejce wykonali swoje zadanie, lecz wobec niekorzystnego wyniku na innym stadionie nic im to nie dało. W kwalifikacjach mistrzostw Europy 2004 grali na wyjeździe z Węgrami i wciąż mieli szansę zajęcia drugiego miejsca (za Szwecją), oznaczającego prawo w gry w barażu o awans.

Biało-czerwoni, prowadzeni wówczas przez Pawła Janasa, wygrali w Budapeszcie 2:1 po dwóch golach Andrzeja Niedzielana. W innym spotkaniu tej grupy pewna awansu Szwecja uległa jednak u siebie Łotwie 0:1. Dzięki temu Łotysze zajęli niespodziewanie drugie miejsce, zapewniając sobie prawo w gry w barażach, w których sprawili kolejną sensację - okazali się lepsi od Turków.

Były też w przeszłości sytuacje, gdy Polacy wywalczyli awans w przedostatniej kolejce, ale w ostatnim meczu na swoim stadionie. W kwalifikacjach Euro 2008 drużyna Leo Beenhakkera pokonała 17 listopada 2007 roku w Chorzowie Belgię 2:0 po dwóch golach Euzebiusza Smolarka.

Mecz rozgrywano przy ujemnej temperaturze, ale atmosfera była gorąca - po raz pierwszy w historii biało-czerwoni wywalczyli awans do mistrzostw Europy. Na wyjazdowy mecz z Serbią (2:2) kadra poleciała już pewna swego i w znakomitych humorach.

Belgowie, którzy wówczas nie awansowali na Euro, wkrótce potem doczekali się wspaniałego pokolenia piłkarzy, które do dziś błyszczy w światowym futbolu.

Biało-czerwoni nie mają obecnie takiego pokolenia, nie licząc najlepszego w plebiscycie FIFA Lewandowskiego, ale przed 52-letnim trenerem Michniewiczem otwiera się we wtorek wielka szansa. Wystarczy mu zaledwie zwycięstwo w jednym meczu, aby przejść do historii polskiego futbolu.

A przy okazji polscy piłkarze mogą zrewanżować się Szwedom nie tylko za porażkę 2:3 w Sankt Petersburgu z ostatnich mistrzostw Europy, ale również np. za przegraną 0:2 na wyjeździe na zakończenie eliminacji Euro 2000.

Wówczas - 9 października 1999 roku - ten wynik oznaczał, że kadra prowadzona przez Janusza Wójcika nie zdołała awansować nawet do baraży. A ekipa "Trzech Koron" już wcześniej zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraQuiz z PRL. Każdy, kto przeżył dzieciństwo w tamtej epoce trafi 25/30. Dla 90 proc. pozostałych to wynik nieosiągalny »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj