Tomasz Hajto jest wściekły. Twierdzi, że sędzia nazwał go przemytnikiem papierosów. Miało do tego dojść podczas meczu ŁKS-u z Ruchem, kiedy były reprezentant Polski zapytał arbitra, za co podyktował rzut karny dla rywali. "Zamiast wyjaśnienia usłyszałem, że arbiter nie pali i nie przemycał nigdy papierosów" - opowiada Hajto.
Do wydarzenia doszło w 60. minucie spotkania Ruch - ŁKS na Stadionie Śląskim. Sędzia podyktował rzut karny za faul Marcina Adamskiego na Grzegorzu Baranie. Kiedy Hajto zapytał skąd taka decyzja, usłyszał właśnie tekst o przemycie papierosów.
Według piłkarza to prowokacja i przekroczenie bariery przyzwoitości. "Nie byłem nigdy skazany za przemyt, dlatego będę dochodził swoich praw".
To nie koniec afery. Na dwie minuty przed końcem Rafał Grodzicki z Ruchu sfaulował w polu karnym Dejana Djenica, ale arbiter tym razem nie wskazał na "wapno". Zdenerwowani gracze ŁKS ruszyli w stronę sędziego. Piłkarz zapowiada, że zwróci się do Wydziału Gier PZPN, aby anulowano mu kartonik.
Ostatecznie ŁKS przegrał z Ruchem 0:2.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane