Pierwsza odsłona to niesamowity pokaz siły "Kolejorza", który szybko pozbierał się po porażce 0:4 z Bayerem Leverkusen w Lidze Europy. Goście, którzy w tym sezonie lepiej radzą sobie na wyjazdach niż u siebie, byli tylko tłem.
Rodriguez zrehabilitował się za swoje zachowanie
Poznaniacy do przerwy prowadzili 4:0, a niecodziennym wyczynem popisał się Pablo Rodriguez, który dwukrotnie trafił do siatki i asystował dwóch kolejnych golach. Hiszpański pomocnik niedawno "podpadł" trenerowi Nielsowi Frederiksenowi za niesubordynację i nie pojawił się w wyjściowym składzie na Bayer. Przeciwko Koronie w pełni zrehabilitował się za swoje zachowanie.
Worek z bramkami lechici otworzyli już w czwartej minucie - Patrik Walemark wykorzystał podanie Rodrigueza, a w kolejnej akcji Hiszpan podwyższył wynik po zagraniu Joela Pereiry. Goście potrzebowali kilku minut, by dojść do siebie i przenieśli ciężar gry nieco dalej od własnego pola karnego. Wywalczyli kilka stałych fragmentów gry, lecz nie potrafili poważniej zagrozić bramce Mateusza Lisa.
Lech z kolei nie zamierzał zadowolić się dwubramkowym prowadzeniem. Po kolejnym rajdzie prawą stroną boiska Walemarka, Rodriguez trochę przypadkowo trącił piłkę tak, że zatrzymała się nad przed Mikaelem Ishakiem. Kapitan lechitów pewnie wpakował ją do siatki i zdobył dopiero drugą bramkę w lidze w tym sezonie.
Korona straciła nie tylko trzy gole, ale także Ondreja Lingra. Czeskiego pomocnika zaatakował Radosław Murawski, którego bark trafił w szczękę rywala. Na boisku szybko pojawiły się służby medyczne, a gracz gości w karetce opuścił stadion.
Tempo spotkania nieco spadło, groźnym strzałem popisał się Martin Remacle, który zastąpił Lingra, lecz Lis sparował piłkę na rzut rożny. Wynik mógł podwyższyć Ishak, który po akcji Walemarka miał niemal pustą bramkę przed sobą, ale strzelił nad poprzeczką.
W czwartej minucie doliczonego czasu gospodarze wyprowadzili kontrę. Rodriguez znalazł się w sytuacji sam na sam i znów nie dał szans Xavierowi Dziekońskiemu.
Mena autorem honorowego gola dla Korony
Trener Kielczan Jacek Zieliński w przerwie dokonał trzech kolejnych zmian i pierwsze minuty drugiej odsłony wyglądały całkiem nieźle. Lis instynktownie obronił nogą piłkę po strzale Mariusz Stępińskiego.
Krótko po tej sytuacji było już jednak 5:0 dla gospodarzy. Znów w roli asystenta wystąpił Rodriguez, a na listę strzelców wpisał się Ishak. Poznaniacy stracili na moment koncentrację w defensywie i Camilo Mena precyzyjnym uderzeniem zza linii pola karnego zmniejszył straty.
Gospodarze, których za cztery dni czeka kolejne starcie w Lidze Europy, nie forsowali tempa, a na boisku pojawili się zmiennicy. Więcej okazji stwarzali zawodnicy z Kielc, ale ich strzały mijały światło bramki. W końcówce spotkania kontratak "Kolejorza" zakończył się szóstym golem. Michal Gurgul podał do niepilnowanego Yannicka Agnero, który z bliska ustalił rezultat meczu.
- Lech Poznań - Korona Kielce 6:1 (4:0)
- Bramki: 1:0 Patrik Walemark (4), 2:0 Pablo Rodriguez (6), 3:0 Mikael Ishak (23), 4:0 Pablo Rodriguez (45+4), 5:0 Mikael Ishak (55), 5:1 Camilo Mena (57), 6:1 Yannick Agnero (90+1)
- Żółta kartka - Lech Poznań: Radosław Murawski, Pablo Rodriguez. Korona Kielce: Daniel Bąk, Slobodan Rubezić, Morgan Fassbender
- Sędzia: Łukasz Kuźma (Białystok)
- Widzów: 37 407
- Lech Poznań: Mateusz Lis - Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Terry Yegbe (58. Hubert Janyszka), Michał Gurgul - Patrik Walemark (58. Daniel Hakans), Radosław Murawski (58. Gustav Berggren), Pablo Rodriguez (68. Filip Jagiełło), Antoni Kozubal, Luis Palma - Mikael Ishak (76. Yannick Agnero)
- Korona Kielce: Xavier Dziekoński - Wiktor Długosz, Slobodan Rubezić, Ariel Mosór, Marcel Pięczek (46. Konrad Matuszewski) - Camilo Mena, Kamil Jakubczyk (46. Simon Gustafson), Ondrej Lingr (29. Martin Remacle), Patrik Hellebrand, Michael Ameyaw (46. Morgan Fassbender) - Mariusz Stępiński (62. Daniel Bąk)
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
