Oba zespoły wyszły na boisko bardzo ofensywnie nastawione, dlatego kibice nie mogli narzekać na nudę. Akcje przenosiły się z jednego pola karnego na drugie, ale groźniejsze sytuacje stwarzali lechici. Poznaniacy grali bardziej dynamicznie i momentami wręcz dominowali na boisku. W ich poczynaniach brakowało czasami chłodnej głowy i przede wszystkim skuteczności. W 15. min. Majewski znalazł się sam na sam z Grzegorzem Sandomierskim i choć miał dobrze ustawionych kolegów, zdecydował się na indywidualne rozwiązanie. Golkiper Cracovii zdołał obronić strzał pomocnika gości.

Reklama

Lech atakował z polotem, z pomysłem, ale jedynym wymiernym efektem były rzuty rożne. W pierwszej połowie wykonywali ich aż siedem, ale te stałe fragmenty gry nie były mocną stroną poznańskiej drużyny. Sandomierskiego z dystansu próbował zaskoczyć też Maciej Gajos, który uderzył, ile miał sił, lecz bramkarz "Pasów" był na posterunku.

Akcje Cracovii były z kolei zbyt czytelne dla defensywy rywala. Nieśmiałe próby strzałów nie mogły zaskoczyć Matusa Putnocky'ego. Gdy wydawało się, że pierwsza odsłona zakończy się bezbramkowym remisem, Marcin Budziński zdecydował się na uderzenie z ponad 30 metrów. Mierzący 195 cm słowacki bramkarz nie sięgnął piłki i Lech mógł się przekonać o tym, jak wiele prawdy jest w starym piłkarskim powiedzeniu, że niewykorzystane sytuacje potrafią się mścić.

W drugiej połowie podopieczni Jacka Zielińskiego zagrali mądrzej przede wszystkim taktycznie. Lechici nie mieli już takiej swobody w wyprowadzaniu ataków, nie przedostawali się z taką łatwością pod pole karne gospodarzy, jak to miało miejsce do przerwy. Defensywa Cracovii z Piotrem Polczakiem na czele grała solidnie, a poznaniacy nie potrafili wykreować dogodnych okazji, których w pierwszej odsłonie mieli bez liku.

Druga część spotkania nie była już prowadzona w tak szybkim tempie. Krakowianie atakowali sporadycznie, ale byli bliżsi podwyższenia prowadzenia. W 75. min. Sebastian Steblecki uruchomił Krzysztofa Piątka, który minął wybiegającego z bramki Putnocky'ego. W ostatniej chwili Lasse Nielsen wybił piłkę spod nóg napastnika gospodarzy, który upadł na murawę i domagał się rzutu karnego. Międzynarodowy arbiter Szymon Marciniak nie dał się nabrać.

Reklama

Chwilę później duński obrońca znów stał się bohaterem swojego zespołu. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Majewskiego, piłka wręcz spadła mu na nogę i w trochę przypadkowych okolicznościach doprowadził do remisu.

Wyrównująca bramka uskrzydliła ekipę Nenada Bjelicy. Chorwacki szkoleniowiec na ostatnie minuty wprowadził na boisko debiutującego w ekstraklasie 18-letniego napastnika Pawła Tomczyka. Pod bramką Cracovii znów było gorąco, a w doliczonym czasie gry Majewski miał piłkę meczową, lecz z niespełna 10 metrów nie trafił w światło bramki.

Cracovia Kraków - Lech Poznań 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Marcin Budziński (44), 1:1 Lasse Nielsen (77)
Żółta kartka - Cracovia Kraków: Marcin Budziński. Lech Poznań: Lasse Nielsen
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 8 117
Cracovia Kraków: Grzegorz Sandomierski - Deleu, Piotr Polczak, Hubert Wołąkiewicz (38. Robert Litauszki), Tomasz Brzyski - Jakub Wójcicki (73. Paweł Jaroszyński), Marcin Budziński, Miroslav Covilo, Erik Jendrisek (46. Sebastian Steblecki) - Krzysztof Piątek, Mateusz Szczepaniak
Lech Poznań: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Lasse Nielsen, Jan Bednarek, Tamas Kadar - Darko Jevtic, Maciej Gajos (74. Dariusz Formella), Radosław Majewski, Abdul Aziz Tetteh, Szymon Pawłowski (63. Marcin Robak) - Dawid Kownacki (83. Paweł Tomczyk).