W Lechu, jak w innych klubach ekstraklasy, zagraniczni piłkarze mają obowiązek nauki języka polskiego.
- powiedział rzecznik prasowy poznańskiego klubu Łukasz Borowicz.
Trawiński, który w Lechu pomaga w tłumaczeniu konferencji i od dwóch lat uczy obcokrajowców języka polskiego, uważa, że piłkarze z bardzo różnym zaangażowaniem podchodzą do nauki. Ma też swoją ciekawą teorię na ten temat.
- powiedział.
Zgadza się on z tezą, że przyswajanie języka polskiego zdecydowanie łatwiej przychodzi Słowianom, niż osobom z innych krajów Europy czy świata. Zaznaczył jednak, że zdarzają się wyjątki.
- opowiadał Trawiński, który włada siedmioma obcymi językami - angielskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, portugalskim, francuskim i rosyjskim.
Wśród najpilniejszych swoich uczniów wymienił m.in. Fina Kaspra Hamalainena, który rok temu odszedł z Legii do Lecha, a także Węgra Gergo Lovrencsicsa. Ten z kolei latem wrócił do ojczyzny.
- zdradził.
Prawdziwym profesjonalistą w Lechu, nie tylko w kwestii nauki polskiego, był Serb Ivan Djurdjevic. Były obrońca, a obecnie trener zespołu rezerw poznańskiego zespołu uważa, że zawodnicy powinni się uczyć lokalnego języka, choćby ze względu na szacunek dla pracodawcy.
- podkreślił.
Opiekun "Kolejorza" Chorwat Nenad Bjelica nie chodzi na zajęcia. Z drugiej strony to poliglota, bowiem oprócz swojego ojczystego języka, zna włoski, hiszpański, niemiecki i angielski. Nic zatem dziwnego, że już po trzech miesiącach pobytu w Poznaniu, zaczął na konferencjach mówić po polsku.
- wyjaśnił Trawiński.
Dla niego praca z piłkarzami to też nowe doświadczenie.
- podsumował.