Dziennik Gazeta Prawana logo

Ekstraklasa: Opieszałość sędzi pomogła Lechowi w wygranej z ŁKS

7 grudnia 2019, 21:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zawodnik Lecha Poznań Joao Amaral (P) i Ricardo Guimaraes (L) z ŁKS Łódź podczas meczu 18. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy
Zawodnik Lecha Poznań Joao Amaral (P) i Ricardo Guimaraes (L) z ŁKS Łódź podczas meczu 18. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy/PAP
Joao Amaral strzelił pierwszego gola w meczu Lecha Poznań z ŁKS Łódź (2:0), ale niewiele brakowało, by tej bramki nie zdobył. Chwilę wcześniej Portugalczyk miał opuścić boisko, ale opieszałość sędzi technicznej Ewy Augustyn sprawiła, że do zmiany nie doszło.

W 58. minucie spotkania Lecha z ŁKS trener gospodarzy Dariusz Żuraw podjął decyzję, by w miejsce nieco zmęczonego Amarala wszedł na boisko Kamil Jóźwiak. Pomocnik "Kolejorza" stał już przy linii bocznej boiska i wydawało się, że lada moment pojawi się na murawie. Tym bardziej, że nastąpiła krótka przerwa w grze. Arbiter techniczna miała najwyraźniej kłopot z tablicą świetlną i główny sędzia Daniel Stefański nakazał grać dalej. Kilkadziesiąt sekund później Portugalczyk efektownym uderzeniem w okienko bramki Arkadiusza Malarza otworzył wynik meczu.

"Dobrze się stało, że Joao został na boisku i w następnej akcji strzelił bramkę. Tak naprawdę pani sędzia trochę się spóźniła, bo miałem już wchodzić na boisko. Chyba tak miało być" - opowiadał po spotkaniu Jóźwiak.

Z kolei autor pierwszego gola nawet nie wiedział, że jego czas w tym meczu dobiega końca.

"Ja zajmuję się tym, co do mnie należy, czyli grą, a od dokonywania zmian jest trener. Nawet nie wiedziałem, że byłem przygotowany do zmiany" - przyznał portugalski pomocnik.

Po golu sztab szkoleniowy anulował zmianę, a niedoszły zmiennik Amarala musiał kontynuować rozgrzewkę i ostatecznie pięć minut później zastąpił innego skrzydłowego Tymoteusza Puchacza. Portugalczyk natomiast został zastąpiony przez Jakuba Kamińskiego.

Opiekun lechitów miał jednak nosa, bo to właśnie akcja rezerwowych - Kamińskiego i Jóźwiaka - zakończyła się drugą bramką.

"Cieszymy się z tej serii, bo takiej jeszcze nie mieliśmy w tym sezonie. Wygraliśmy trzy mecze z rzędu w lidze i do tego w Pucharze Polski. Do tego mamy za sobą kolejne spotkanie na "zero z tyłu", ale też nie popadamy w euforię, bowiem do czołówki jeszcze nam dużo brakuje" - podsumował spotkanie Jóźwiak.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj