Podobnie jak w czwartek pierwszego gola zdobyła Karolina Kudłacz-Gloc. Drugie podobieństwo do pierwszego meczu polegało na tym, że Polki znowu miały ogromny problem ze zdobywaniem goli. W pierwszych minutach nie wyglądało to jeszcze tak źle i po trafieniu Natalii Janas było 4:1. Kiedy Czeszki zorientowały się w sposobie rozgrywania akcji, przypilnowały koła, zaczęły się kłopoty i szybko zrobiło się 5:5.

Reklama

Kolejne fragmenty były wyrównane, a po ładnym rzucie Marty Gęgi z drugiej linii udało się Polkom odskoczyć na 7:5. Przez kolejne blisko siedem minut podopieczne norweskiego trenera Arne Senstada nie potrafiły jednak znaleźć pomysłu na trafienie do siatki. W czwartek biało-czerwone błędy w ofensywie nadrabiały świetną postawą w defensywie, ale w piątek długo tego brakowało. Rywalki szybko odrobiły straty i po golu Anny Frankowej było 7:9.

Niemoc przełamała niezawodna Kudłacz-Gloc i od tego momentu gra polskiej ekipy zaczęła wyglądać lepiej. Defensywa się ożywiła, a po kontratakach i trafieniach Oktawii Płomińskiej było 11:10. I znowu po lepszym okresie nastąpił słabszy i na przerwę to Czeszki schodziły prowadząc 12:11.

Obraz gry w drugiej połowie niewiele się zmienił. W ataku pozycyjnym Polki zdobywały gole albo po indywidualnych akcjach albo po rozegraniu do koła. W defensywie zdarzały się momenty przestoju i wtedy rywalki łatwo zdobywały gole. Tak było tuż po przerwie i Czeszki odskoczyły na 15:12.

W kolejnych fragmentach obrona spisywała się lepiej, były szanse na kontrataki i po trafieniu Anety Łabudy ponownie był remis (17:17). Kolejne minuty należały do Natalii Nosek, która świetnie rzucała z dystansu i Polki odzyskały prowadzenie (19:18).

Ostatni kwadrans stał na najwyższym poziomie biorąc również pod uwagę pierwszy mecz. Akcje toczone były w szybkim tempie, liczba błędów spadła i piłka znacznie częściej wpadała do siatki.

Na minutę przed końcem był remis 28:28 i piłkę miały Czeszki. Polska defensywa wraz z bramkarką Barbarą Zimą wybroniły atak i trener Senstad poprosił o czas. Końcową akcję miała wykończyć Kudłacz-Gloc, ale została sfaulowana i sędziowie odgwizdali rzut karny. Piłkę wzięła Adrianna Górna, rzuciła w dolny róg, lecz bramkarka rywalek popisała się świetną interwencją i spotkanie zakończyło się remisem.

Dla obu ekip mecze w Wałbrzychu były przetarciem przed kwietniowym play off eliminacji do mistrzostw świata. Z kim Polki zagrają, okaże się już 22 marca po pierwszej fazie kwalifikacji, która rozgrywana jest w ten weekend.

Polska – Czechy 28:28 (11:12)
Polska: Adrianna Płaczek, Barbara Zima – Oktawia Płomińska 6, Natalia Janas 1, Aneta Łabuda 2, Marta Gęga 3, Karolina Kudłacz-Gloc 4, Adrianna Górna 1, Joanna Drabik 2, Aleksandra Rosiak, Julia Niewiadomska, Natalia Nosek 4, Karolina Kochaniak 2, Joanna Szarawaga 3, Patrycja Świerżewska, Dagmara Nocuń
Kary: 6 minut
Czechy: Karina Rezacova, Hana Muckova – Michaela Konecna 1, Silvie Polaskova 1, Kamila Kordovska, Klara Kubalkova, Weronika Mikulaskova, Marketa Hurychova, Petra Ticha 2, Sarka Marcikova 2, Magda Kasparkova, Sara Kovarova 4, Anna Frankova 4, Marketa Jerabkova 9, Weronika Mala 5, Martina Prikrylova
Kary: 4 minuty
Sędziowali: Michał Fabryczny, Jakub Rawicki (Polska).