Z powodu ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa finał piłkarskiego Pucharu Polski po raz drugi z rzędu odbędzie się poza Warszawą i ponownie areną będzie Lublin. W przeciwieństwie jednak do ubiegłego roku, gdy trybuny zostały zapełnione w 25 procentach (ok. 3700 widzów), tym razem kibiców nie będzie. Jak już wiadomo, powrót części widzów na stadiony ma nastąpić od 15 maja.

Reklama

"Wszystko mamy dopięte na ostatni guzik. Stadion w Lublinie jest nam doskonale znany, doświadczony w organizacji wielu imprez. Zadbamy o należytą oprawę spotkania i cały branding. Oczywiście będzie nam bardzo brakować kibiców. Niestety, pandemia nie oszczędzała nas ostatnio, więc tym razem nie będzie publiczności. Ale ranga meczu się nie zmienia - liczymy na piłkarskie święto" - powiedział PAP Maciej Sawicki.

O wyborze Lublina zdecydowało m.in. doświadczenie nabyte we współpracy przy okazji organizacji mistrzostw Europy do lat 21 oraz mistrzostw świata do lat 20, a także ubiegłorocznego finału PP.

"Kiedy było wiadomo, że pandemia nie odpuszcza i nie możemy grać na naszym narodowym obiekcie w Warszawie, ponownie musieliśmy szukać alternatywnego rozwiązania. Pierwsze kroki skierowaliśmy do Lublina. Zresztą samo miasto też nas pytało i zabiegało o organizację finału. Bardzo istotne jest to, że świetnie nam się współpracuje z operatorem stadionu, z miastem. Czujemy się tam jak w domu" - przyznał sekretarz generalny PZPN.

Znane są już szczegóły dotyczące organizacji finału.

"Jeżeli chodzi o gości honorowych, to wiadomo - mecz jest bez kibiców, więc trudno nawet o tym rozmawiać. Natomiast sama ceremonia i oprawa się nie zmienią. Przed meczem tradycyjnie zostanie odegrany hymn państwowy. Na trybunach za bramkami oraz w części centralnej będą ogromne flagi obu klubów, Rakowa i Arki. Oczywiście też flaga narodowa, umieszczona w głównej części stadionu. Trofeum wręczy prezes PZPN Zbigniew Boniek" - zapowiedział Sawicki.

Rozgrywki Fortuna Pucharu Polski to nie tylko prestiż, ale też rosnące niemal z każdym sezonem premie finansowe.

"Pula nagród, po jej zwiększeniu, wynosi 10 milionów złotych, z czego triumfator otrzyma pięć milionów. Jest więc potrójna motywacja - zdobycie Pucharu, reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej i właśnie aspekt finansowy" - podkreślił sekretarz generalny PZPN.

Faworytem finału będzie wicelider ekstraklasy Raków, ale dysponująca całkiem mocnym składem, pierwszoligowa obecnie Arka nie stoi na straconej pozycji. Jeżeli gdynianie wygrają, zostaną pierwszym od 1996 roku triumfatorem PP spoza ekstraklasy (wówczas Ruch Chorzów).

"Jeżeli chodzi o kwestie sportowe i udział w finale drużyny pierwszoligowej - to jest esencja tych rozgrywek, ich najpiękniejszy aspekt, kiedy teoretycznie słabsze drużyny mogą pokonać te mocniejsze. Oczywiście, Arka jest doświadczona w rozgrywkach PP, ale obecnie występuje na zapleczu ekstraklasy i dojście do finału jest z pewnością niespodzianką. Takie rzeczy mogą stać się tylko w Pucharze Polski" - zakończył Sawicki.

Mecz w Lublinie rozpocznie się o godz. 16. Zawody poprowadzi Paweł Gil, znany arbiter z tego miasta. Natomiast na sędziego VAR wyznaczono Tomasza Kwiatkowskiego.