Dziennik Gazeta Prawana logo

Śląsk nie potrafi wygrać u siebie. Trzeci mecz i trzeci remis

15 sierpnia 2021, 20:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piłkarz Śląska Wrocław Mateusz Praszelik (P) i Bartosz Rymaniak (L) z Górnika Łęczna podczas meczu Ekstraklasy
<p>Piłkarz Śląska Wrocław Mateusz Praszelik (P) i Bartosz Rymaniak (L) z Górnika Łęczna podczas meczu Ekstraklasy</p>/PAP
Śląsk po raz trzeci grał w tym sezonie u siebie i po raz trzeci zremisował. Górnik dzięki zdobytemu punktowi uciekł z ostatniej pozycji w tabeli, na którą spadła Cracovia.

Śląsk od pierwszych chwil starał się narzucić swój styl, podchodzić wysokim pressingiem, ale to rywale jako pierwsi wypracowali sobie sytuację bramkową. Po rzucie rożnym i zgraniu głową, piłka trafiła do Serhija Krykuna, który z kilku metrów miał tylko trafić do siatki i trafił, ale w ręce Michała Szromnika.

Wrocławianie w defensywie spisywali się bardzo niepewnie, notowali dużo strat i w kolejnych fragmentach spotkania kilka razy mocno się zakotłowało w polu karnym gospodarzy. Można było odnieść wrażenie, że przyjezdni czasami sami byli zaskoczeni, że z tak dużą łatwością dostają się w pobliże bramki Śląska, bo nie bardzo wiedzieli, co zrobić z piłką.

Gospodarze sytuację bramkową wypracowali sobie dopiero po blisko pół godzinie gry, ale Wojciech Golla zamiast strzelać, próbował przyjmować i Maciej Gostomski złapał piłkę. Kilka chwil później świetną okazję miał Mateusz Praszelik, lecz zwlekał ze strzałem i w końcu został zablokowany. Na tym emocje w pierwszej połowie się zakończyły.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Śląsk był częściej przy piłce, ale nie potrafił wypracować sobie sytuacji bramkowej. Górnik cofnięty całym zespołem na własną połowę zagęszczał pole gry i przede wszystkim koncentrował się na przeszkadzaniu, a później szukaniu szans na bramkę w kontrataku. Im było bliżej końca, tym coraz bardziej goście cofali się pod własne pole karne, a Śląsk odkrywał angażując większą liczbę piłkarzy w atak pozycyjny.

Gospodarze nacierali i w końcu po rozegraniu rzutu wolnego oraz wstrzeleniu piłki w pole karne Bartłomieja Pawłowskiego do siatki trafił Fabian Piasecki. Radość trwała jednak około trzech minut, bo tyle trwało sprawdzanie, czy napastnik wrocławian był na pozycji spalonej. Był, więc sędzia nakazał wznowienie gry nie od środka, a od bramki gospodarzy.

Więcej emocji we Wrocławiu już nie było i oba zespoły dopisały sobie po punkcie.

Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna 0:0
Żółta kartka – Śląsk Wrocław: Szymon Lewkot, Krzysztof Mączyński; Górnik Łęczna: Bartosz Śpiączka, Bartosz Rymaniak
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 7 323
Śląsk Wrocław: Michał Szromnik – Szymon Lewkot (66. Bartłomiej Pawłowski), Wojciech Golla, Dino Stiglec – Łukasz Bejger, Krzysztof Mączyński (66. Rafał Makowski), Petr Schwarz, Victor Garcia – Mateusz Praszelik, Robert Pich (79. Fabian Piasecki) - Erik Exposito (66. Caye Quintana)
Górnik Łęczna: Maciej Gostomski – Bartosz Rymaniak, Kryspin Szcześniak, Tomasz Midzierski – Daniel Dziwniel, Janusz Gol, Szymon Drewniak, Serhij Krykun – Michał Mak (75. Przemysław Banaszak), Damian Gąska (81. Paweł Wojciechowski) - Bartosz Śpiączka

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj