Przed meczem w Łodzi tylko punkt dzielił oba zespoły. W nieco lepszej sytuacji był Widzew, ale w jego składzie brakowało w sobotę kilku podstawowych zawodników, w tym m.in. pauzujących za kartki piłkarzy środka pola – Czecha Marka Hanouska i Albańczyka Juljana Shehu oraz kontuzjowanych – Bartłomieja Pawłowskiego, Niemca Sebastiana Kerka, Serafina Szoty i Hiszpana Juana Ibizy. Swoje problemy miał też jednak trener Warty, który nie mógł skorzystać m.in. z Macieja Żurawskiego, Mateusza Kupczaka i Chorwata Dario Vizingera.

Reklama

Pierwszy gol Węgra w Ekstraklasie

Mecz od początku do końca toczył się pod dyktando łodzian, jednak dopiero po kwadransie gry udało im się poważniej zagrozić bramce głęboko broniących się gości. Jako pierwszy szansę miał Imad Rondic, ale po uderzeniu głową Bośniaka piłka przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później z błędu Dawida Szymonowicza nie skorzystał drugi napastnik Widzewa Jordi Sanchez. Hiszpan znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, lecz z interwencją zdążył Rumun Bogdan Tiru.

Reklama

Gospodarze przeważali, ale to piłkarze Warty okazali się skuteczniejsi. W 20. minucie po stracie piłki w środku pola, w pole karne Widzewa wbiegł Kajetan Szmyt i mimo przewagi liczebnej łodzian wyłożył piłkę Węgrowi Martinowi Eppelowi, który zdobył swojego pierwszego gola w ekstraklasie.

To była w zasadzie jedyna okazja podopiecznych Dawida Szulczka w pierwszej połowie. Do ataku rzucili się bowiem piłkarze z Łodzi i szybko mogli doprowadzić do wyrównania. W 22. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Sanchez, a w jeszcze lepszej - po odbiciu piłki przez Jędrzeja Grobelnego - Ernest Terpiłowski i Rondic, którzy nie zdołali jednak oddać strzału.

Nieskuteczny Sanchez

Kolejną okazję również zmarnował Bośniak, który po zgraniu piłki przez Sancheza uderzył daleko obok słupka bramki Warty, a jego kolejne uderzenie z dalszej odległości z łatwością złapał Grobelny.

Jeszcze przed przerwą blisko wyrównania byli Dominik Kun, który golem mógł zakończyć szybki kontratak Widzewa, a także Sanchez, którego strzał głową już w doliczonym czasie pierwszej połowy minął słupek bramki gości.

Grobelny zamurował bramkę

Obraz gry nie zmienił się po powrocie piłkarzy na boisko. Nadal wyraźnie przeważali podopieczni trenera Daniela Myśliwca. Tym razem kilka razy przed stratą gola uchronił Wartę bramkarz. Grobelny obronił m.in. strzał po zamieszaniu w polu karnym Łotysza Andrejsa Cigaņiksa oraz Terpiłowskiego z dalszej odległości. Groźnie po centrze Milosa uderzał też głową też Rondic.

Najlepszą okazję łodzianie stworzyli w 64. minucie, kiedy po dwójkowej akcji w polu karnym Milosa i Rondica, płaski strzał napastnika gospodarzy obronił Grobelny, a po chwili znów niecelnie strzelał głową Dawid Tkacz.

Dopiero w drugiej części drugiej połowy poznaniacy zaczęli przekraczać linię środkową boiska. Do końca meczu nie udało im się jednak stworzyć okazji bramkowej. Za to w grze łodzian coraz częściej brakowało dokładności i pomysłu na znalezienie sposobu na szczelną obronę Warty.

Widzew Łódź - Warta Poznań 0:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Martin Eppel (20)
Żółta kartka - Warta Poznań: Filip Borowski, Jędrzej Grobelny
Sędzia: Damian Kos (Gdańsk)
Widzów: 17 794
Widzew Łódź: Henrich Ravas - Mato Milos, Mateusz Żyro, Luis da Silva, Andrejs Ciganiks - Ernest Terpiłowski (62. Fabio Nunes), Dominik Kun (83. Ignacy Dawid), Fran Alvarez, Antoni Klimek (62. Dawid Tkacz) - Jordi Sanchez, Imad Rondic
Warta Poznań: Jędrzej Grobelny - Wiktor Pleśnierowicz, Dawid Szymonowicz, Bogdan Tiru - Jakub Bartkowski, Miguel Luis (30. Filip Borowski, 71. Jakub Paszkowski), Niilo Maenpaa (71. Michał Kopczyński), Konrad Matuszewski - Kajetan Szmyt, Martin Eppel (71. Jakub Kiełb), Stefan Savic (57. Tomas Prikryl)