Na mecz Ligi Europy udostępniono 1400 biletów dla gości, lecz zainteresowanie było tak ogromne, a szkoccy kibice kupowali bilety przez internet w takiej euforii, że przestali zwracać uwagę na takie szczegóły, jak poprawna nazwa klubu czy data meczu - opisał dziennik „BT”
Po przylocie z Glasgow do stolicy Danii szkoccy fani ze śpiewem udali się na stadion, lecz tam części z nich nie wpuszczono na mecz, ponieważ nie mieli ważnych biletów. Rozpoczęły się przepychanki z policją, która wcześniej określiła mecz jako spotkanie podwyższonego ryzyka.
Ku zdziwieniu ochroniarzy Szkoci wymachiwali wejściówkami na mecz Broendby IF z Randers FC zaplanowany na ...28 listopada. Wielu innych nie wpuszczono, ponieważ kupili bilety w sektorach dla kibiców gospodarzy. Jak widać euforia, zdenerwowanie, pośpiech i zbyt dużo piwa mogą przy niedoczytaniu jednej litery w nazwie klubu sprawić przykre niespodzianki" - opisano historię wycieczki szkockich fanów do Kopenhagi w duńskich mediach.
Mecz zakończył się wynikiem 1:1. Po kilku dniach, kiedy działacze Broendby dowiedzieli się o powodach przepychanek i konfrontacji przed stadionem z policją zaproponowali, że wszystkim Szkotom zwrócą pieniądze za kupione bilety zarówno na Randers jak i te, które nie pozwoliły na wejście na stadion.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
