Być może Puchar Ligi nie jest dla Arsenalu priorytetem, ale zachowanie godności na pewno tak. Po upokarzających 37 minutach piłkarze Arsene'a Wengera zdołali odmienić noc hańby w noc chwały - podkreśla "The Guardian".

Reklama

Jak bardzo niespotykany przebieg miało to spotkanie doskonale świadczą statystyki przytoczone przez "The Sun". Reading to pierwszy klub w historii tych rozgrywek, który uległ mimo zdobycia pięciu goli. Dwanaście bramek w pucharowym spotkaniu kibice po raz ostatni oglądali w 1996 roku (Hull - Whitby 8:4), a ostatnim zespołem w lidze angielskiej, który przegrał 5:7 było... Reading w 1982 roku (z Doncaster).

BBC przypomina, że "Kanonierzy" doskonale wiedzą, jak to jest prowadzić 4:0 i nie wygrać. W poprzednim sezonie Premier League właśnie w takim stosunku wygrywali do przerwy z Newcastle, a ostatecznie zremisowali 4:4.

We wtorek, w pierwszej połowie, piłka do bramki Arsenalu, strzeżonej po raz pierwszy przez Argentyńczyka Damiana Martineza, wpadła czterokrotnie; m.in. po strzale Francuza Laurenta Koscielny'ego, który zdobył samobójczego gola. Tuż przed przerwą sygnał do odrabiania strat dał Theo Walcott.

Jeszcze w 89. minucie Reading prowadziło 4:2, ale najpierw zrehabilitował się Koscielny, a następnie, w szóstej minucie doliczonego przez sędziego czasu gry, Walcott doprowadził do remisu i dogrywki. W niej prowadzenie "Kanonierom" dał Marokańczyk Marouane Chamakh, ale gospodarze w 116. minucie wyrównali po uderzeniu Rosjanina Pawła Pogrebniaka.

Gdy wydawało się, że sędzia będzie musiał zarządzić rzuty karne, londyńczycy zadali dwa decydujące ciosy. Walcott i Chamakh ustalili wynik spotkania na 7:5.

Jeśli nosisz koszulkę Arsenalu, nie możesz się poddawać, bez względu na wynik. W przerwie moi piłkarze zrozumieli, że nie mogą dalej grać tak słabo - powiedział Wenger.

W kadrze "Kanonierów" zabrakło leczących kontuzję polskich bramkarzy Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego.