Ter Stegen już 19 razy w tym sezonie ligowym kończył mecze z czystym kontem. Ostatnio w niedzielę, gdy "Duma Katalonii" pokonała na wyjeździe Athletic Bilbao 1:0 i przywróciła dziewięciopunktową przewagę nad wiceliderem tabeli Realem Madryt.
Niemiec znów pokazał się w tym spotkaniu z bardzo dobrej strony, broniąc w doliczonym czasie drugiej połowy potężne uderzenie z bliska Yuriego Berchichego. Jeszcze mocniejszą dobitkę zatrzymał głową obrońca Marcos Alonso. Wcześniej gospodarze gola zdobyli, ale został on anulowany po tym, jak sędziowie dopatrzyli się zagrania ręką we wcześniejszej fazie akcji.
Nie był to ani pierwszy, ani drugi raz, kiedy ter Stegen uratował Barcelonę w ostatnich fragmentach meczu na San Mames. Wcześniej sparował prawą ręką na słupek strzał Alexa Bernguera, po którym piłka odbiła się od Andreasa Christensena (duńskiego obrońcy Barcelony - PAP). Chwilę później lewą ręką obronił uderzenie Ikera Munianina. Te interwencje sprawiły, że przyznano mu tytuł MVP tego spotkania - napisała agencja EFE.
Goście zwyciężyli dzięki bramce Brazylijczyka Raphinhi w doliczonym czasie pierwszej połowy. Robert Lewandowski rozegrał całe spotkanie - pierwsze po dwumeczowej przerwie spowodowanej kontuzją mięśnia.
Od wznowienia rozgrywek po mistrzostwach świata w Katarze w 11 spotkaniach ligowych Barcelona straciła trzy bramki: z rzutu karnego w derbach z Espanyolem (1:1), z Betisem Sewilla (2:1) i z Almerią (0:1). Sześć z tych meczów "Duma Katalonii" wygrała 1:0, zwykle dzięki znakomitej postawie ter Stegena.
W najbliższą niedzielę Barcelona podejmie Real Madryt, który pod względem liczby straconych goli zajmuje drugie miejsce, ex aequo z Athletic Bilbao - po 19, czyli ponad dwa razy więcej od Katalończyków. "Królewscy" to jedyna w tym sezonie ekipa, która zdołała pokonać ter Stegena więcej niż raz w meczu ligowym - przed własną publicznością zwyciężyła 3:1.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.