Dziennik Gazeta Prawana logo

"Złotka" upokorzone!

28 czerwca 2008, 15:06
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Polskie siatkarki po raz kolejny udowodniły jednak, że w ich przypadku to niemożliwe. Podopieczne Marco Bonitty w piątym meczu w prestiżowej Grand Prix doznały piątej porażki. Tym razem przegrały ze słabiutki Tajkami 2:3. Totalną kompromitacją zakończył się tie-break, w którym Polki zdobyły zaledwie 4 punkty!

Chaos! Tak jednym słowem można skomentować to, co działo się na parkiecie na początku pierwszego seta. Siatkarki obydwu zespołów rozpoczęły spotkanie bardzo zdenerwowane. Polki raziły przede wszystkim bardzo słabą skutecznością ataku, choć trzeba podkreślić, że Tajki broniły jak natchnione. Nasze rywalki co i rusz popełniały jednak proste błędy, dzięki czemu na pierwszą przerwę techniczną schodziliśmy przegrywając tylko jednym punktem.

Po niej coraz lepiej zaczęły radzić sobie nasze rywalki, które szybko uciekły Polkom na trzy punkty (10:13). Na szczęście "Złotka" po kilku uwagach Marco Bonitty wzięły się do pracy. Dobre ataki Katarzyny Gajgał, Mileny Rosner oraz lepsza gra blokiem sprawiła, że na drugiej przerwie technicznej to już my cieszyliśmy się z prowadzenia.

Końcówka seta to już absolutna dominacja naszych reprezentantek. Ostatecznie pierwszą partię - po asie serwisowym Anny Barańskiej i ataku Mileny Rosner - Polki wygrały do 19.

W drugim secie do stanu 8:8 toczyła się walka "punkt za punkt". Następnie na dwa "oczka" odskoczyły Tajki, ale Polki błyskawicznie odrobiły straty.

Niestety, w drugiej odsłonie seta Polki zupełnie się pogubiły. Szwankowało przyjęcie, zagrywka, atak, blok i rozegranie... czyli wszystko. Naszą beznadziejną grę skrzętnie wykorzystywały Tajki, zdobywając punkt za punktem.

Przy stanie 16:20 "Złotka" rzuciły się do odrabiania strat, ale na dogonienie rywalek było już za późno. Tajki ostatecznie wgrały 25:21.

Polki rozzłoszczone porażką w drugim secie, trzecią partię zaczęły z dużym animuszem i już na pierwszej przerwie technicznej prowadziły czterema punktami. Przewagę, mimo krótkiego przestoju, udało się utrzymać także na drugiej przerwie. Wielka w tym zasługa Joanny Kaczor, która z minuty na minutę coraz pewniej czuła się na parkiecie. W końcówce ciężar gry wzięła na siebie Katarzyna Gajgał, której mocne ataki pozwoliły bezpiecznie "dowieść" przewage do końca seta.

Czwartego seta lepiej zaczęły nasze rywalki, które szybko objęły prowadzenie, które utrzymywały niemal przez całą partię. W końcówce Polki odrobiły jednak starty i wyszły na prowadzenie 23:21. Niestety, od tego momentu zaczął się dramat. Tajki zdobyły cztery punkty z rzędu i rozstrzygnęły seta seta na swoją korzyść.

Z pierwszuch szęściu wymian w decydującej partii Tajki wygrały ... sześć!!! Potem nie było lepiej. Po fatalnej grze Polki przegrały tie-breaka aż 11 punktami, a całe spotkanie 2:3.


Frąckowiak, Gajgał, Bednarek, Rosner, Kaczor, Skorupa, Sawicka (libero) oraz Barańska

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj