Wlazły ma powody do narzekania. "Jestem przemęczony, od trzech lat nie miałem wakacji, dlatego w tym roku nie chcę występować w Lidze Światowej. Jeśli moje stanowisko nie zostanie uwzględnione, całkiem zrezygnuję z kadry. Bez względu na konsekwencje" - twierdzi Mariusz Wlazły.
"To nie jest szantaż ani próba wymuszenia czegokolwiek. Po prostu walczę o swoje prawa i zdrowie, które naprawdę jest bardzo kruche. Trenerzy reprezentacji myślą chyba, że jestem niezniszczalną maszyną, którą można zatankować na stacji benzynowej i korzystać z niej do woli. Tymczasem prawda jest taka, że w obecnych rozgrywkach Polskiej Ligi Siatkówki był tylko jeden mecz, w którym nie miałem problemów" - dodaje.
Koledzy z reprezentacji stanęli po jego stronie. Daniel Pliński mówi, że Mariusz ma prawo do odpoczynku. "Jest młody i bardzo eksploatowany, musi czasem odetchnąć" - uważa środkowy reprezentacji.
Sebastian Świderski też rozumie Wlazłego. "Mariusz ma słynne już problemy zdrowotne, kłopoty z łapiącymi go w chwilach większego wysiłku skurczami. Może nie czuć się na siłach, żeby grać na równym poziomie przez cały sezon" - mówi siatkarz.
Łukasz Kadziewicz popiera. "Jeżeli Mariusz czuje się zmęczony, to niech odpocznie. Inni od lat się biją, by grać w reprezentacji. Jeżeli czuje się na siłach, by po dłuższych wakacjach wrócić do kadry i grać na najwyższym poziomie, to tym lepiej dla kadry, niż jakby musiał grać na pół gwizdka" - dodaje.
Wszyscy zgodnie twierdzą, że reprezentacja poradzi sobie bez Wlazłego, bo Liga Światowa to tylko turniej towarzyski. Nikt przecież nie chce, żeby Wlazłego spotkała jakaś kontuzja, która zniszczyła kariery takich siatkarzy, jak Marcin Prus czy Damian Dacewicz.