"O mojej twardej ręce możemy porozmawiać przy kawie. To temat na dłuższą dyskusję" - śmieje się Marco Bonitta. O ciężkich treningach prowadzonych przez włoskiego trenera już wkrótce będą mogły przekonać się polskie siatkarki.
Oprócz Bonitty o pracę z kadrą ubiegali się - jego rodak Allesandro Chiappini i Kubańczyk Juan Jesus Diaz Marino. Spośród tej trójki działacze PZPS mieli wybrać człowieka, który powtórzy sukcesy, jakie z reprezentacją siatkarek osiągnął Andrzej Niemczyk. "Niemczyk dwukrotnie doprowadził nasze siatkarki do mistrzostwa Europy. Od jego następcy oczekujemy przede wszystkim awansu do igrzysk olimpijskich w Pekinie i powalczenia tam o medal" - podkreśla prezes PZPS Mirosław Przedpełski.
Bonitta jest najbardziej utytułowany ze szkoleniowców, którzy walczyli o posadę trenera Polek. W 2002 roku zdobył z Włoszkami mistrzostwo świata, co było sporą niespodzianką. Cztery lata później nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu. Bonitta podał się do dymisji, bo tuż przed mistrzostwami w Japonii zawodniczki się zbuntowały. Miały dość ciężkich treningów. Jakby nie wiedziały, że jego życiowe motto brzmi: "Trening to nie miejsce dla demokracji, gdy zaczyna się praca, kończą się dyskusje".
"Wiem, że o moich metodach szkoleniowych krążą legendy, ale jestem przekonany, że polskie siatkarki je zaakceptują. Zamierzam namówić do powrotu do kadry Małgosię Glinkę. Jestem pewny, że z tą drużyną odniesiemy niejeden sukces. Pierwszy cel to medal w tegorocznych mistrzostwach Europy" - mówi "Faktowi" Bonitta, który chce, by drugim trenerem w reprezentacji była Magdalena Śliwa.
Bonitta jako trener Polek będzie zarabiać 10 tysięcy euro miesięcznie. Do pracy z naszą kadrą weźmie się w przyszłym miesiącu.