Polska: Piotr Nowakowski, Bartosz Kurek, Jakub Jarosz, Michał Kubiak, Łukasz Żygadło, Marcin Możdżonek i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Grzegorz Kosok, Mateusz Mika.

Reklama

Włochy: Luigi Mastrangelo, Michal Lasko, Ivan Zaytsev, Cristian Savani, Dragan Travica, Emanuele Birarelli i Andrea Bari (libero) oraz Simone Parodi.

Psychiczną przewagę przed spotkaniem mieli Włosi, bo już dwukrotnie w tym sezonie pokonali biało-czerwonych - po raz ostatni trzy tygodnie temu w Memoriale Wagnera (3:1). Polacy zapowiadali zaciętą walkę i wprawdzie kapitan Piotr Gruszka przyznał, że nie są faworytami, to cały zespół wierzył, że tym razem może się udać. Okazało się jednak, że w sobotę nie byli w stanie wygrać nawet jednego seta.

W pierwszej partii nie pomógł dobrze funkcjonujący środek - skuteczny Marcin Możdżonek i Piotr Nowakowski. Wyrównana walka trwała do stanu 14:14. Później po punkcie Dragana Travicy i bloku na Jakubie Jaroszu zrobiło się 14:16. Trudno było odrobić stratę, tym bardziej, że w decydujących momentach zawiodła zagrywka. W siatkę uderzył Jarosz i Michał Kubiak i Italia cieszyła się ze zwycięstwa 25:22.

Gorąco było także poza boiskiem. Tuż przy linii dochodziło często do ostrej wymiany zdań między włoskimi szkoleniowcami. Trener biało-czerwonych Andrea Anastasi i Mauro Berruto krzyczeli na siebie, mocno przy tym gestykulując.

Drugi set nie zaczął się dobrze dla Polaków. Kurek uderzał w aut, Włosi obijali blok, a biało-czerwoni popełniali mnóstwo niewymuszonych błędów. Polakom nie wychodziło nic, nawet środek przestał funkcjonować, więc przy stanie 7:12 za Nowakowskiego na boisku pojawił się Grzegorz Kosok i zdobył od razu punkt. Zaczęło się odrabianie strat. Przy stanie 11:12 nie wytrzymał Berruto i wziął czas. Na niewiele się to zdało, bo na drugą przerwę techniczną to Polacy schodzili prowadząc 16:15.

To nie zdeprymowało Włochów. Zdobyli cztery punkty z rzędu i zrobiło się 17:20. Po kolejnym nieudanym zagraniu Kurka (miał jedynie 20 procentową skuteczność), Anastasi postanowił wpuścić Mateusza Mikę. Polacy przegrali 21:25.

Kurek długo nie odpoczywał. Pojawił się na parkiecie od początku trzeciego seta i ponownie dobre ataki przeplatał błędami. Nie bronił, nie atakował, dużo za to.... stał. Mimo wszystko Polacy długo prowadzili wyrównaną walkę. W końcówce znowu Italia okazała się jednak zbyt mocna. Nie do zatrzymania był niemal bezbłędny w sobotę Cristiano Savani, wspomagany przez Michala Lasko, syna złotego medalisty olimpijskiego z Montrealu (1976) Lecha Łasko.