O ile siatkarze PGE Skry powtórzyli ubiegłoroczne osiągnięcie, o tyle gdańszczanie obsunęli się o dwie lokaty. W ubiegłym sezonie drużyna prowadzona przez trenera Andreę Anastasiego została wicemistrzem Polski, a teraz musiała zadowolić się czwartą pozycją.

Reklama

Zawodnicy Lotosu Trefl gładko przegrali dwa pierwsze wyjazdowe mecze o brązowy medal 0:3 i także rozegrane we własnej hali trzecie spotkanie oddali praktycznie bez walki.

Choć nie stanęliśmy na podium, możemy się cieszyć, bo w drugim kolejnym sezonie znaleźliśmy się w ścisłej ligowej czołówce. Wydaje mi się, że coś w nas pękło po przegranej 24:26 pierwszej partii inauguracyjnego meczu w Bełchatowie. Inna sprawa, że Skra była od nas lepsza i zasłużenie sięgnęła po trzecie miejsce. W tym spotkaniu rywale trochę ułatwili nam zadanie, bo zepsuli sporo zagrywek, ale trzeba też zauważyć, że wiele z nich zamienili na asy serwisowe. Teraz musimy odpocząć, oczyścić głowę, naładować akumulatory i przygotować się do nowego sezonu - powiedział kapitan gdańskiego zespołu Bartosz Gawryszewski.

Bełchatowianie od samego początku nastawili się na silną zagrywkę, w czym prym wiedli Mariusz Wlazły, Francuz Nicolas Marechal oraz Argentyńczyk Facundo Conte. Poza tym wybrany MVP tego spotkania, argentyński rozgrywający gości Nicolas Uriarte co chwilę gubił blok Lotosu Trefl, dzięki czemu jego koledzy bardzo często mieli okazję atakować przy pustej siatce.

Przyjezdni lepiej spisywali się także w obronie, bo udało im się "wyciągnąć" wiele pozornie straconych piłek. Przy tak zdecydowanej przewadze w każdym elemencie nie można się dziwić, że siatkarze Skry zdeklasowali gospodarzy. Gdańszczanie nawiązali w miarę wyrównaną walkę jedynie na początku drugiego seta, w którym przegrywali 13:14, ale za chwilę i tak zrobiło się 21:15 dla rywali.

Bełchatowianie byli od nas zdecydowanie lepsi i bezdyskusyjnie należał im się brązowy medal. Żartem mogę powiedzieć, że graliśmy tak, jakbyśmy czekali na zakończenie tej serii - ocenił Anastasi.

Do brązowego medalu poprowadził PGE Skrę trener Philippe Blain, który przejął zespół pod koniec marca po Miguelu Falasce. Pod wodzą francuskiego szkoleniowca bełchatowianie wygrali sześć spotkań, w których stracili tylko seta, ale była to kluczowa partia – gdyby pokonali u siebie BBTS Bielsko-Biała 3:0 to zamiast Asseco Resovii Rzeszów rywalizowaliby z Zaksą Kędzierzyn-Koźle o tytuł mistrza Polski.

PGE Skra Bełchatów - Lotos Trefl Gdańsk 3:0 (25:11, 25:19, 25:17)
Lotos Trefl Gdańsk: Marco Falaschi, Wojciech Grzyb, Mateusz Mika, Artur Ratajczak, Damian Schulz, Sebastian Schwarz - Piotr Gacek (libero) - Miłosz Hebda, Przemysław Stępień, Murphy Troy
PGE Skra Bełchatów: Facundo Conte, Karol Kłos, Srecko Lisinac, Nicolas Marechal, Nicolas Uriarte, Mariusz Wlazły - Kacper Piechocki (libero).