Reprezentacja przygotowuje się w Spale do drugiej części sezonu. Będzie ona trudniejsza i ważniejsza, bo już w dniach 2-4 sierpnia podopieczne trenera Jacka Nawrockiego będą walczyć o przepustkę na igrzyska olimpijskie w Tokio. Z kolei pod koniec sierpnia Polki wystąpią w mistrzostwach Europy. Obie imprezy odbędą się w kraju – we Wrocławiu i Łodzi.

"Docelową imprezą w tym sezonie są mistrzostwa Europy, ale równie poważnie traktujemy kwalifikacje do igrzysk. Zagrać w Tokio to marzenie nas wszystkich. Będzie mega ciężko, żeby osiągnąć ten cel, ale mam nadzieję, że dopisze nam promyczek szczęścia i wszystko skończy się sukcesem. Mam nadzieje, że dojrzałyśmy i wiemy, jak rozgrywać takie turnieje" – przyznała Wołosz.

Z Wrocławia bezpośredni awans na igrzyska wywalczy tylko jego triumfator. Oprócz gospodyń o przepustkę do Tokio będą walczyły też mistrzynie świata Serbki, oraz zajmujące 13. i 14. miejsca w światowym rankingu FIVB – Portoryko i Tajlandia.

Jak zaznaczyła rozgrywająca mistrza Włoch Imoco Volley, przed tym turniejem nie można myśleć jedynie o konfrontacji z uznawanym obecnie za najlepszy na świecie zespołem Serbii, bo wcześniej reprezentację czekają dwa nie mniej trudne mecze.

"Nie możemy lekceważyć żadnej drużyny. Portoryko to bardzo waleczny zespół, w swoich szeregach ma Stephanie Enright, która jest moim zdaniem uznaną przyjmującą. Pamiętam ją z ligi włoskiej i mojej drużynie zawsze uprzykrzała życie. Musimy uważać na te rywalki, tak samo, jak na Tajki, które grają specyficzną siatkówkę. Na szczęście, ostatnio z nimi wygrywałyśmy" – tłumaczyła 29-letnia siatkarka.

Wołosz liczy, że każda wygraną napędzi Polki na konfrontację z Serbkami, którą zaplanowano na koniec kwalifikacji. Zapewniła, że widzi polską kadrę na igrzyskach w Tokio. "To jest marzenie nas wszystkich i zrobimy wszystko, żeby się tam znaleźć" – przekonywała kapitan.

Jak przyznała, inspiracją dla nich powinna być reprezentacja mężczyzn, którą - w jej opinii - cechują nie tylko wysokie umiejętności, ale brak kompleksów i entuzjazm w grze. "Tego powinniśmy się od nich uczyć. Kolejny sezon w ich wykonaniu jest rewelacyjny. Robią świetną robotę i znakomicie się ich ogląda. Ten entuzjazm, który u nich widać, musimy przenieść na siebie. Bo nawet z podejścia do meczów i radości z gry mamy się tu od kogo uczyć" – wskazała rozgrywająca.

Podkreśliła jednocześnie, że dobre występy w tegorocznych rozgrywkach Ligi Narodów, w których Polki dotarły do turnieju finałowego, zbudowały dobrą atmosferę w kadrze. Dodała, że wyniki w pierwszej części sezonu wniosły wiele optymizmu w treningi w Spale.

"Ale dobre występy w LN to nie jest nasze maksimum. Dlatego w Spale nie jest lekko, bo trenujemy po dwa razy dziennie, nawet przez ponad trzy godziny. Pracujemy nad wszystkim, bo przez okres Ligi Narodów wspólnych treningów najbardziej nam brakowało. Cały czas jeszcze się poznajemy i było nam potrzebne, żeby zamknąć się na hali i +rzeźbić+ ile się da" – nadmieniła.

Wołosz w trakcie rozgrywek LN zmagała się z kontuzją stawu skokowego i do zespołu dołączyła dopiero w Final Six. Zapewniła, że uraz został już w pełni wyleczony. "Wszystko jest już w porządku. Trenuję na sto procent i dużo pracuję z fizjoterapeutą. Mogę uspokoić kibiców, że jestem gotowa do gry" – powiedziała kapitan biało-czerwonych.

Zgrupowanie w Spale zakończy się w piątek. Tego dnia w ramach przygotowań do turnieju kwalifikacyjnego polskie siatkarki zagrają towarzysko w Ostrowców Świętokrzyskim z Czechami (godz. 20), a w niedzielę z Białorusią (godz. 17). W przyszłym tygodniu wezmą zaś udział w turnieju o Puchar Gubernatora okręgu kaliningradzkiego z udziałem reprezentacji Rosji, Belgii i Niemiec. Dla zespołu Nawrockiego będzie to ostatni sprawdzian przed rywalizacją we Wrocławiu.