Początkowo w Gałaczu miał zostać rozegrany turniej z udziałem także zespołu Fino Kaposvar VC. Węgrzy zrezygnowali z powodu zakażeń koronawirusem w zespole.

Reklama

Jastrzębianie w poniedziałek polecieli z Warszawy do Budapesztu, potem autokarem dotarli do Gałacza, wciąż nie mając pewności czy i kiedy zagrają. Czekali bowiem na potwierdzenie braku zakażeń w ekipie gospodarzy.

We wtorek podopieczni trenera Luke’a Reynoldsa najpierw „zaliczyli” spacer wzdłuż Dunaju, potem zjedli po kawałku tortu, z okazji urodzin klubowego fizjoterapeuty Bartosza Celadyna, po południu trenowali w hali i poznali decyzje Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV) w kwestii losów turnieju.

O awansie do fazy grupowej - z udziałem 20 zespołów – zadecyduje jeden mecz z Rumunami.

Turniej miał być w Gałaczu rozegrany dwa tygodnie wcześniej. Został odwołany w ostatniej chwili z powodu zakażeń w zespole Arcady.

Jastrzębscy siatkarze przed wylotem do Rumunii zgodnie podkreślali, że czują się faworytami imprezy, niezależnie od tego, z kim zagrają. Polski zespół jest w komplecie zdrowy, co potwierdziły wyniki testów.

Druga runda kwalifikacji jest pechowa. Początkowo o awansie miały decydować trzy turnieje (po kolei u każdego z uczestników), potem dwa - w Jastrzębiu (13-15 października) i Gałaczu (27-29).

Kiedy zakażenia koronawirusem stwierdzono w polskiej ekipie, a krótko potem także w węgierskiej, CEV anulowała zawody w Polsce.

Działacze z Gałacza początkowo domagali się rozstrzygnięcia zaplanowanych w Jastrzębiu meczów walkowerami na ich korzyść.

Ostatecznie jednak ustalono, że kwalifikację zdobędzie zwycięzca zawodów w Rumunii, które odbędą się w „drugim terminie” i okrojonej obsadzie. W sobotę Jastrzębski Węgiel pokonał u siebie Cerrad Eneę Czarnych Radom 3:1, odnosząc siódme zwycięstwo w sezonie. Jastrzębianie byli gospodarzem turnieju pierwszej rundy eliminacji. Śląska drużyna pokonała białoruskiego Stroitiela Mińsk i holenderskie Draisma Dynamo Apeldoorn po 3:0.