Biathlonista opowiadał w norweskich mediach, że podczas sezonu staje się odludkiem i najchętniej
"Jakiekolwiek używki nie wchodzą w grę. Wtedy też postanowiłem trenować i być najlepszym, podczas gdy moi koledzy bawili się na imprezach. Może dlatego dzisiaj nie mam wielu przyjaciół, ale na razie mi to nie przeszkadza. Wino zacznę pić po zakończeniu kariery" - dodaje.
Bjoerndalen wyjaśnił, że w dzisiejszym sporcie zwycięstwa oznaczają duże pieniądze i w wielu biednych krajach sportowy sukces otwiera wszystkie drzwi. "Ja to rozumiem, ponieważ pochodzę z bardzo biednej, wiejskiej rodziny. Rodzice pracowali praktycznie przez całą dobę. ".
Bjoerndalen jeszcze przed sezonem powiedział, że będzie startował przynajmniej do 2010 roku i zimowych igrzysk olimpijskich i podkreślił, że jego rezerwy motywacji starczą jeszcze na wiele lat.