Chwilę przed Stochem rekord w czwartek ustanowił Robert Johansson - 145,5 m. Wyczyn Polaka jest jednak tym efektowniejszy, że startował on z belki z numerem jeden. Norweg zaś - tak jak cała reszta stawki - oddawał próbę z wyższego o jeden stopień rozbiegu. Do czwartku rekord Granasen - 143 m - należał do Austriaka Michaela Hayboecka i Japończyka Noriakiego Kasaiego.
- ocenił w rozmowie z TVP Stoch.
Już podczas serii próbnej dawał o sobie znać mocny wiatr pod narty, który daleko niósł zawodników. W pewnym momencie niektórzy ze skoczków i członków sztabów szkoleniowych mieli obawy o bezpieczeństwo.
- uspokajał trzykrotny mistrz olimpijski.
Nie jest jedynym polskim rekordzistą tej skoczni. W 2001 roku triumfował na niej Adam Małysz, gdy wynikiem 138,5 m ustanowił rekord, a jego ówczesny trener Apoloniusz Tajner złapał się z niedowierzania za głowę. Później obiekt został zmodernizowany i powiększony. Dziennikarz TVP zauważył, że Małysz uznał, iż skok Stocha był nawet lepszy niż ten jego sprzed 17 lat. Lider klasyfikacji generalnej PŚ zaprotestował jednak przeciwko temu.
- podkreślił.
Do zakończenia rywalizacji w bieżącym sezonie PŚ zostało pięć konkursów, w tym trzy indywidualne. Wszystkie odbędą się na obiektach mamucich. Stoch zaznaczył, że skupia się na tym, by kontynuować swoją pracę.
Do 245 pkt powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej PŚ nad drugim Niemcem Richardem Freitagiem i do 87,6 pkt nad Johanssonem w Raw Air. Rywalizację w rozgrywanym na czterech norweskich obiektach cyklu zakończą weekendowe zmagania na mamucim obiekcie w Vikersund.