W sezonie 2016/17 TCS zakończył się dubletem Polaków - triumfował Kamil Stoch przed Piotrem Żyłą. Wydawało się, że do takiego wyczynu trudno będzie się zbliżyć, a jednak rok później znów stało się coś niesamowitego. Stoch zwyciężył ponownie, tym razem jako drugi w historii - po Niemcu Svenie Hannawaldzie - wygrywając wszystkie konkursy.
W poprzednich dwóch sezonach nie brakowało także innych sukcesów biało-czerwonych. W mistrzostwach świata Lahti 2017 zdobyli złoty medal w konkursie drużynowym, indywidualnie trzeci był Piotr Żyła. Z ubiegłorocznych igrzysk w Pjongczangu wrócili z brązem, a Stoch cieszył się z trzeciego tytułu mistrza olimpijskiego. Cykl zakończył zdobyciem Kryształowej Kuli za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
To wszystko spowodowało, że oczekiwania kibiców urosły do niebotycznych rozmiarów. Przestały wystarczać dobre wyniki. Liczą się tylko zwycięstwa, najlepiej w miażdżącym stylu.
O tym, że Stoch ostatecznie zakończy na podium 67. Turniej Czterech Skoczni było przekonanych wielu Polaków zgromadzonych w niedzielę na trybunach w Bischofshofen.
"Nie ma innej możliwości", "Król Kamil jest tylko jeden", "Kobayashi jest świetny, ale resztę spokojnie pokona" to przykładowe odpowiedzi na pytanie o szanse Stocha. Teraz natomiast na forach internetowych tradycyjnie można przeczytać, że "polskie skoki się skończyły". Także w mediach nie brakowało podobnych opinii, a wystarczyło od początku turnieju uważnie słuchać zawodników.
Na inaugurację w Oberstdorfie Stoch był ósmy, a po konkursie powiedział: .
Z dnia na dzień u trzykrotnego mistrza olimpijskiego widać było postępujące zmęczenie, ale również lekką irytację. Nikomu bardziej od niego samego nie zależy bowiem na dobrych wynikach. Na zaplanowanym spotkaniu polskiej kadry z dziennikarzami się nie pojawił, a nazajutrz w Innsbrucku na pytanie, czy wolny od skakania dzień dobrze mu zrobił, pół żartem, pół serio wypalił: "Mogłem chociaż od was odpocząć".
Stoch w Bischofshofen ostatecznie był 12. Miejsca w czołowej dziesiątce zaliczanych do PŚ zawodów nie zajął po raz pierwszy od... blisko roku.
Nastroje od początku starał się również tonować trener Stefan Horngacher.
- podkreślił.
Niesamowity jest przede wszystkim Ryoyu Kobayashi. Japończyk dołączył do Niemca Svena Hannawalda oraz Stocha i również wygrał wszystkie konkursy w jednej edycji TCS. W Pucharze Świata jest zdecydowanym liderem.
Podsumowując - 67. TCS na czwartym miejscu zakończył Dawid Kubacki, który na podium stanął w Garmisch-Partenkirchen oraz Bischofshofen, gdzie przy okazji ustanowił rekord obiektu. Szóstą pozycję w "generalce" zajął Stoch. Natomiast w klasyfikacji generalnej PŚ nadal drugi jest Żyła, a trzeci Stoch.
Dla porównania najlepszy w TCS z dominujących w poprzednim sezonie w Pucharze Narodów Norwegów - Andreas Stjernen - był siódmy, a spośród Austriaków, skaczących dwukrotnie przed własną publicznością i na świetnie znanych sobie obiektach, najwyższą lokatę - dziewiątą - zajął Daniel Huber. Z kolei w klasyfikacji PŚ Johann Andre Forfang jest szósty, a Stefan Kraft - ósmy, nawet za trzecim z biało-czerwonych Dawidem Kubackim.