Prezes związku Mirosław Minkina przypomniał, że po rezygnacji w lutym 2018 byłego szefa federacji Dawida Chwałki oraz sekretarza generalnego i głównego księgowego PZHL znalazł się w trudnej sytuacji organizacyjnej i finansowej, bo wtedy okazało się, że zwrotu wymaga źle rozliczona dotacja Ministerstwa Sportu i Turystyki na kwotę ok. 6 mln złotych.

„Znaleźliśmy się w sytuacji katastrofalnej, związek działał w wielkim chaosie. Rozkładowi uległo całe biuro, nastąpił paraliż. Od marca próbujemy złapać oddech. Wykonaliśmy tytaniczną pracę, by normalnie funkcjonowały wszystkie reprezentacje” – stwierdził prezes.

Zaznaczył, że MSiT w obliczu zagrożenia utraty płynności finansowej przez PZHL utworzyło dwa kanały pozwalające finansować funkcjonowanie reprezentacji i utrzymanie szkolenia młodzieży. Publiczne pieniądze płyną poprzez PKOl i Śląski ZHL.

„Nie ma żadnych kłopotów z rozliczeniami, braków w sprzęcie sportowym, ani bieżących zaległości. Współpraca z PKOl przebiega wzorowo. Wszystkie wydatki są pod ścisłą kontrolą ministerstwa i rozliczane zgodnie z procedurami. W tej kwestii MSiT nie ma żadnych zastrzeżeń” – wyjaśnił Minkina.

Przypomniał radykalne cięcia kosztów wdrożone przez zarząd od marca 2018 i ich pozytywną ocenę podczas audytu międzynarodowej federacji (IIHF) w kwietniu 2019.

Podkreślił, że w przyszłym roku Polska będzie gospodarzem trzech turniejów MŚ (seniorzy, seniorki i juniorki), co korzystnie wpłynie na finanse związku, z racji dużego wsparcia organizacji tych imprez ze strony IIHF.

Sprawozdanie finansowe przedstawił księgowy Sławomir Wodarski z bytomskiej firmy SW Consulting.

Podkreślił, że sytuacja, jaką zastał w PZHL była trudna, m.in. z powodu archaicznego systemu księgowego, braku zatwierdzonego sprawozdania za rok 2017 i systemu kontroli wewnętrznej.

„Zrobiliśmy porządki, uzupełniliśmy dokumentację, zmieniliśmy system księgowy, sporządziliśmy sprawozdanie za rok 2018” – wyliczył.

Związek jest na „minusie” na kwotę ponad 16 mln złotych. Największym wierzycielem jest MSiT.

„Po uregulowaniu porozumieniami wszystkich zobowiązań możliwe będzie sporządzenie kilkuletnich prognoz finansowych i zaciągnięcie kredytu restrukturyzacyjnego” – dodał.

Z częścią wierzycieli ugody zostały już podpisane.

Ze sprawozdania wynika m.in. że koszty działalności operacyjnej PZHL spadły z 15 mln (2017) do 3,5 mln na koniec 2018.

Współpracujący z PZHL prawnik Marek Pałus tłumaczył, że ok. 8,2 mln stanowi dług znajdujący się w trakcie egzekucji. Ponad 6 mln to kwestia źle rozliczonej dotacji MSiT za rok 2017.

Jego zdaniem kluczowe jest podpisanie ugód z wierzycielami i rozłożenie spłat na raty.

W związku z zadłużeniem związek ma cały czas zablokowane przez komorników konta bankowe. Dlatego wszelkimi kwestiami związanymi na przykład z organizacją imprez międzynarodowych zajmuje się należąca do PZH spółka Polska Hokej Liga, prowadząca na co dzień rozgrywki ekstraklasy.

„Dzieje się tak za zgodą IIHF. Dzięki wypracowanym przez spółkę przychodom do wierzycieli trafiło 1,7 mln złotych” – powiedział Pałus.

Po dyskusji sprawozdania finansowe i z działalności związku zostały przyjęte.

Gaszenie „finansowego pożaru” trwa w PZHL od marca 2018, kiedy na skutek trudnej sytuacji finansowej (głównie źle rozliczona ministerialna dotacja) zrezygnował z funkcji prezes Dawid Chwałka.

W połowie marca jego obowiązki przejął Piotr Demiańczuk, radca prawny i członek zarządu. Kierował pracami związku do 22 października, pod koniec listopada zmienił go Mirosław Minkina.

Kadencja obecnych władz upłynie w czerwcu 2020.

Czwartkowy zjazd odbył się w sali konferencyjnej Stadionu Śląskiego, który - według pomysłu zarządu związku - mógłby się stać zimą areną m.in. turnieju finałowego Pucharu Polski w hokeju.