Teraz pozostał już tylko jeden konkurs, który zapowiada się jako polsko-norweski pojedynek, którego stawką jest wygrana w TCS - skomentowały norweskie media.

Reklama

Czy Lindvik będzie autorem sensacji i po 13 latach od zwycięstwa Andersa Jacobsena w sezonie 2006/2007 Norweg ponownie wygra TCS? - zadał pytanie dziennik "Verdens Gang". Gazeta skomentowała, że „w tym najważniejszym dla niego momencie pozostała pogoń za silnym Kubackim, którego musi upolować, aby wygrać”.

Kanał telewizji TV2 nazwał 21-letniego Lindvika "nową kometą skoków narciarskich", lecz zwrócił uwagę na jego młody wiek i "stosunkowo duże doświadczenie Kubackiego". Lindvik nieoczekiwanie wyprzedził Kobayashiego i Karla Geigera i znajduje się teraz na drugim miejscu tracąc dziewięć punktów do Kubackiego.

Kanał NRK nazwał obecny TCS jednym z najbardziej emocjonujących turniejów od bardzo wielu lat. Nie pamiętam kiedy oglądałem coś podobnego - ocenił Johan Remen Evensen, były reprezentant Norwegii, a obecnie komentator telewizyjny.

Dziennik „Dagbladet” stwierdził, że dramat Kobayashiego i jego nieoczekiwane 14. miejsce w Innsbrucku zmienił kompletnie układ sił: Ostatni konkurs będzie thrillerem po tym, jak Lindvik wygrywając drugi konkurs doprowadził Norwegię do gorączki.

"Aftenposten" skomentował, że "w Innsbrucku byliśmy świadkami sensacji w postaci słabych skoków faworytów Kobayashiego i Geigera i tylko równy Kubacki pokazał jak poważnym jest zagrożeniem".

Po nieudanych skokach Kobayashiego Kubacki pokazał po raz trzeci formę i siłę i zasłużenie założył żółty plastron, lecz marzenie Lindvika jeszcze żyje, tak że w Bischofshofen będziemy mieli wyjątkowo ciekawy konkurs - napisał portal "Nettavisen".

Reklama

Trener Norwegów Alexander Stoeckl powiedział na antenie TV2, że po drugim zwycięstwie Lindvika uronił kilka łez. To był dla mnie wyjątkowo emocjonujący moment. Teraz Marius stoi przed wielką szansą. Do Kubackiego traci 9,1 punktu. Jest to dużo i mało, więc do następnego konkursu podejdzie z nastawieniem - wszystko albo nic - podkreślił Stoeckl.