- powiedziała srebrna medalistka olimpijska z roku 2014 w wyścigu drużynowym w łyżwiarstwie szybkim.
Chce wychować medalistów olimpijskich
Mistrzyni zasiliła sztab kadry narodowej, gdzie pracuje w zespole trenerów short tracku jako asystentka Urszuli Kamińskiej. Mimo końca kariery pasja do sportu nadal pozostanie w życiu Natalii - teraz swoją wiedzą i doświadczeniem chce się dzielić z innymi.
Jednym z jej marzeń jest prowadzenie i dalszy rozwój Akademii Sportowego Rozwoju Natalii Czerwonki. Pomysł na to, by podążać za kolejnym marzeniem narodził się dzięki ówczesnemu trenerowi panczenistki, Arkadiuszowi Skonecznemu, w 2017 roku przed mistrzostwami świata w Korei Płd. Czerwonka, jak sama podkreśla, jest osobą, która od razu wciela pomysły w życie.
- dodała czterokrotna olimpijka.
Sukcesów nie brakowało
W uroczystości wzięli udział znamienici goście, m.in. sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Rafał Tataruch, honorowy prezes PZŁS Kazimierz Kowalczyk oraz olimpijki z drużyny, która w Soczi zdobyły wspólnie medal - Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska.
W roku zdobycia medalu olimpijskiego miało miejsce wydarzenie, które trwale mogło przekreślić życiowe plany Czerwonki. Zawodniczka uległa wypadkowi – jadąc rowerem zderzyła się z ciągnikiem. Do zdarzenia doszło podczas zgrupowania w Spale, gdzie łyżwiarka przygotowywała się do nowego sezonu. Pomimo tego, że życiu łyżwiarki nie zagrażało niebezpieczeństwo, postawiona przez lekarzy diagnoza w postaci złamanego kręgosłupa na zawsze odmieniła życie sportsmenki. Intensywna rehabilitacja przyniosła efekty i gdy tylko stan zdrowia na to pozwolił, ponad rok później wróciła do treningów.
Dzięki swojej determinacji Czerwonka ma na swoim koncie srebrny medal olimpijski, trzy krążki mistrzostw świata (srebrny i brązowy w drużynie oraz brązowy w drużynie sprinterskiej) i jeden mistrzostw Europy (brązowy na dystansach), dziewięć medali Pucharu Świata. 67-krotnie stawała na podium, w tym 34 razy na najwyższym stopniu, w mistrzostwach Polski.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.