Na otwarcie imprezy w Szanghaju przeciwnikiem Polaka był Duckworth (64. ATP), z którym Wrocławianin wygrał dwa wcześniejsze starcia (w ćwierćfinale w Paryżu w 2021 roku oraz trzy lata później w 1/8 finału w Halle).
O końcowym sukcesie Hurkacza przesądził tie-break
Premierowe przełamanie nastąpiło stosunkowo szybko. Hurkacz, po którym nie było widać żadnych kłopotów zdrowotnych (skreczował kilka dni temu w półfinale turnieju w Pekinie), skorzystał z kilku prostych błędach rywala i objął prowadzenie 3:1.
Polak klasyfikowany na 34. miejscu w rankingu grał bardzo solidnie praktycznie we wszystkich elementach gry. Seta zamknął asem serwisowym, szóstym w meczu.
Druga partia była zdecydowanie bardziej wyrównana. Zawodnicy nie wypracowali ani jednej okazji na break-pointa. O końcowym sukcesie Wrocławianina przesądził tie-break wygrany 7-4.
Djoković ma patent na Hurkacza
W kolejnej rundzie Hurkacz zmierzy się z 24-krotnym mistrzem wielkoszlemowym Djokoviciem (11. ATP), który we wtorek sięgnął po tytuł w Pekinie. Serb w pierwszej rundzie miał tzw. wolny los.
Historia bezpośrednich pojedynków liczy osiem spotkań, które wszystkie wygrał pochodzący z Belgradu tenisista. Ostatni mecz z ich udziałem został rozegrany w maju 2025 roku w finale imprezy w Genewie. Wtedy polski zawodnik przegrał po przeszło trzech godzinach rywalizacji.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
