To był pierwszy w historii taki mecz. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by dwie polskie tenisistki awansowały do najlepszej czwórki jednej edycji imprezy tej rangi. Koleżanki z juniorskiej reprezentacji zagrają przeciwko sobie po raz pierwszy w cyklu WTA. Ich jedyna dotychczasowa oficjalna potyczka miała miejsce w imprezie ITF w Sztokholmie 3 listopada 2016 roku. Wówczas Świątek pokonała Chwalińską 6:2, 6:3. Tym razem lepsza okazała się ta druga.
Świątek była faworytką meczu z Chwalińską
Świątek w drodze do półfinału turnieju w Wuhan kolejno pokonała Magdalenę Fręch, Ashlyn Krueger i Ann Li. Natomiast Chwalińska z kwitkiem odprawiła Mayar Sherif, Marię Bouzkovą, Ivę Jovic i Marię Sakkari.
Za Świątek przemawia dużo większe doświadczenie i sukcesy. Jednak Chwalińska już nie raz pokazała, że rola "czarnego konia" jej odpowiada. Jej kombinacyjny i techniczny tenis często sprawia sporo problemów wyżej notowanym rywalkom. Tak też było i tym razem.
Świątek doznała kontuzji w końcówce pierwszego seta
Losowanie wygrała Chwalińska i wybrała odbiór. Świątek dobrze weszła w mecz. Szybko wygrała gema otwierającego pojedynek. Przy podaniu przeciwniczki Chwalińska zdobyła tylko jeden punkt.
Tenisistka BKT Advantage Bielsko-Biała przy własnym serwisie starała się wydłużać wymiany. Grała cierpliwie i precyzyjnie. Dało to szybkie wyrównanie, ale po chwili Świątek wygrała gema do zera i znów była na prowadzeniu.
W czwartym gemie Świątek miała break-pointa. Jednak popełniła trzy niewymuszone błędy z rzędu i w ten sposób nie wykorzystała okazji do przełamania podania rywalki. To co nie udało się Świątek wyszło Chwalińskiej, która jako pierwsza w tym meczu "ukradła" serwis przeciwniczce. 25-latka z Raszyna jednak bardzo szybko odrobiła stratę przełamania i ponownie był remis.
Świątek wygrała dwa kolejne gemy i była blisko zwycięstwa w trzecim. Prowadziła 40:15. Chwalińska obroniła jednak dwie piłki setowe, a następnie przełamała serwis rywalki.
To był kluczowy moment pierwszej partii. Chwalińska poszła za ciosem i była lepsza w kolejnych dwóch gemach. Zrobiło się 6:5 dla niej. Wtedy nastąpiła przerwa. Świątek potrzebowała pomocy medycznej. Nasza tenisistka miała problemy z udem. Na jej twarzy pojawiły się łzy. Wróciła do gry z opatrunkiem na lewej nodze. Lekko utykając dokończyła seta, który zakończył się jej porażką 5:7.
Chwalińska w finale po ponad dwóch godzinach gry
Po przegranej partii Świątek udała się do szatni. Po kilku minutach wróciła na kort. Widać jednak było, że uraz nogi mocno ograniczał jej grę. Na otwarcie drugiego seta straciła serwis.
Chwalińska kolejny raz przełamała Świątek przy stanie 3:1. Sytuacja byłej rakiety numer jeden na świecie zrobiła się wtedy bardzo trudna. Przegrywała trzema gemami, z podwójnym przełamaniem na korzyść rywalki. Ostatecznie po dwóch godzinach i ośmiu minutach Chwalińska cieszyła się z awansu do finału, wygrywając drugiego seta 6:1.
Kartal rywalką Chwalińskiej w finale
W niedzielnym finale Chwalińska zmierzy się z Sonay Kartal. Brytyjka, która na kort wróciła po długiej przerwie w półfinale pokonała Jelenę Ostapenko 7:6, 7:6.
Niezależnie od wyniku finału Chwalińska w najnowszym notowaniu rankingu WTA zaliczy awans na 12. pozycję.
Świątek i Chwalińska zarobiły sporo pieniędzy
Za awans do półfinału Świątek zarobiła 197 tys. dol. (768,1 tys. zł). Zwyciężczyni turnieju w Wuhan zgarnie 665 tys. dol. (2,593 mln zł), a finalistka, którą jest już Chwalińska dostanie 385,001 tys. dol. (1 500 mln zł).
Świątek w Wuhan grała nie tylko o pieniądze. Była liderka światowego rankingu wciąż walczy o awans do kończącego sezon turnieju WTA Finals, który odbędzie się w dniach 8-15 listopada w kalifornijskim Indian Wells. Aktualnie 25-latka, była liderka światowego rankingu, zajmuje 9. pozycję w zestawieniu "Race to the WTA Finals". Bezpośrednio wyprzedza ją już tylko Karolina Muchova.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
