29-letni Polak, sklasyfikowany na 94. miejscu w rankingu ATP World Tour, przebił się wcześniej przez trzy rundy eliminacji. Nie zakwalifikował się do turnieju głównego, ponieważ w chwili zamknięcia listy zgłoszeń znajdował się w połowie drugiej setki klasyfikacji.

Natomiast starszy o cztery lata Clement jest obecnie 138. na świecie, a 15. z rzędu start w Londynie umożliwili mu organizatorzy przyznając "dziką kartę". Po raz pierwszy tenisiści wyszli na kort numer 15 w poniedziałek po południu, ale przy stanie 5:4 i 15-15 dla Polaka, przy jego serwisie, grę przerwał deszcz.

Kluczowe dla losów tej partii było przełamanie podania Francuza w dziewiątym gemie. Po wznowieniu gry rywal zdobył pierwszy punkt, ale przegrał trzy następne i całego seta. W drugim Kubot zdobył dwa "breaki" - na otwarcie i na 4:1, a przewagę tę utrzymał do końca.

Przed trzecim setem obaj tenisiści udali się na chwilę do łazienki, a po powrocie na kort nieoczekiwanie inicjatywę w grze zaczął przejmować Clement. Wygrał go dzięki jedynemu przełamaniu serwisu przeciwnika w drugim gemie. Taki rozwój wydarzeń wyraźnie zdekoncentrował Polaka, który trochę się pogubił na początku drugie partii.

Doszły do tego nerwy przy kilku szczęśliwie wygranych piłkach przez Francuza po taśmie i dwukrotnie Polak stracił swoje podanie - na 0:1 i 1:4. W chwili złości Kubot dwukrotnie wymienił ostrzejsze uwagi z czeskim trenerem Janem Stocesem, ale nagle zaczął chodzić do siatki i narzucił swój styl gry rywalowi. Skutkiem agresywnego tenisa były cztery zdobyte gemy i prowadzenie 5:4.

Wtedy nastąpił zryw Clementa, który rozstrzygnął na swoją korzyść następne trzy gemy i doprowadził do piątego seta. W jego trakcie z sąsiedniego kortu dobiegały salwy radości i głośne oklaski dopingujące Brytyjką Elenę Baltachę.

Decydujący set był bardzo wyrównany, choć po Polaku widać było wyraźnie zmęczenie trzema ciężkimi meczami w eliminacjach. W końcówce dwukrotnie łapały go skurcze, a w całym meczu trzykrotnie się pośliznął na trawie i w efektowny sposób na nią upadał, ale nie odniósł żadnej kontuzji.

Obaj tenisiści konsekwentnie skupiali się na utrzymywaniu własnych serwisów, ale tę serię przerwał Kubot. Prowadząc 5:4, przy podaniu Francuza, wybronił się ze stanu 30-40, zdobywając ostatnie trzy punkty. Po wygranej tradycyjnie odtańczył kankana, zgodnie z umową, jaką zawarł ze Stocesem na początku sezonu, gdy rozpoczynali współpracę. Umówili się wówczas, że będzie to robił po każdym ważnym zwycięstwie w największych turniejach.

"To był bardzo ważny mecz, bo Clement jest bardzo doświadczonym zawodnikiem i zawsze ciężko go pokonać. Łukasz zasłużył na zwycięstwo, grał aktywnie, a słabszy moment miał jedynie w czwartym secie. Miał wyraźny dołek i na chwilę się zdekoncentrował, a Arnaud grał wtedy po prostu świetnie. Wtedy też wyszło jego ogromne doświadczenie, wykorzystywał każdą możliwość, żeby wytrącić Łukasza z rytmu: krytykował dzieci do podawania piłek, kłócił się z sędzią, ciągle mu coś przeszkadzało na trybunie, albo a korcie. Na szczęście w piątym secie Łukasz wrócił do swojej gry i wygrał" - powiedział PAP Stoces.

Kolejnym rywalem tenisisty z Lubina będzie Karlovic, który wygrał pierwszego seta 7:5 z Serbem Janko Tipsarevicem (nr 23.), a w drugim przy stanie 3:1 jego rywal skreczował. Kubot i Chorwat spotkali się do tej pory tylko raz. W 2009 roku na ziemnym korcie w Belgradzie Polak w dwóch setach pokonał mierzącego ponad dwa metry zawodnika z Bałkanów.