Czwartkowy wieczór w Nowym Jorku był pełen uroku. Temperatura idealna, wilgotność w normie, a na wszystko z góry spoglądał będący w pełni księżyc. Kibice, którzy w komplecie wypełnili Artur Ashe Stadium, mogli się odprężyć i liczyć na to, że w drugim półfinale singla kobiet zarówno Świątek jak i jej rywalka pokażą inną pełnię: swoich możliwości. Liczono na to, że to starcie nie będzie tak jednostronne, jak to które je poprzedzało. Tunezyjka Ons Jabeur potrzebowała w nim bowiem zaledwie 67 minut, aby wyrzucić za burtę Caroline Garcię z Francji.
Kibice gorąco przywitali Świątek
Polka, która dzień wcześniej wyznała, że nie zwraca zupełnie uwagi na porę rozegrania meczu wyszła na kort jako druga. W przedmeczowej rozmowie powiedziała, że "będzie dziś ok", a jej zadaniem będzie lepsze rozwiązywanie problemów.- powiedziała Polka na konferencji po spotkaniu.
Publiczność przywitała ją goręcej niż Sabalenkę, a spiker - przy prezentacji - przypomniał o tym, że Świątek ma zaledwie 21 lat, że jest nie tylko nr 1 na świecie, ale niedawno zaliczyła 37 wygranych meczów z rzędu oraz wspomniał, że pomogła w uzbieraniu ponad miliona dolarów na rzecz ofiar wojny na Ukrainie. Nastąpiła krótka rozgrzewka, a zaraz po tym jak z głośników poleciał jeden z ulubionych kawałków muzycznych Świątek - Thunderstruck zespołu AC/DC - zaczęło się granie na poważnie o ogromną stawkę.
Polka przebudziła się w drugim secie
W pierwszym secie Białorusinka zdecydowanie lepiej weszła w mecz. Grała bardzo solidnie. Szczególnie funkcjonował u niej mocny, sięgający niemal 120 mil/godz. serwis. W przypadku Polki ponownie - podobnie jak w meczu z Amerykanką Jessiką Pegulą - nie udawało się jej utrzymać swojego podania. W rezultacie Świątek, która dała się przełamać aż trzy razy zeszła na przerwę przy stanie 3:6.
- powiedziała liderka rankingu WTA.
Od drugiego seta oglądaliśmy już zawodniczkę grającą na poziomie pierwszej rakiety świata. Polka rozpoczęła go od wygrania ośmiu piłek i dwóch gemów z rzędu. Lepiej funkcjonował serwis, bo umiejętnie rozstawiała Sabalenkę po kątach. Do końca wygranego 6:1 seta trwał jej popis i kapitalna gra. Sytuacja na tym etapie nie wymknęła się jej ani razu spod kontroli.
- wyznała.
W trzecim secie Polka znowu musiała wracać, bo szybko zrobiło się w nim 0:2. Była bliska odrobienia strat w gemie szóstym, ale udało się jej to w ósmym. Do końca nie oddała inicjatywy i w efekcie po wygraniu tej partii 6:4 zameldowała się w finale.
- podsumowała.
Jabeur w półfinale "szybsza" od Świątek
W sobotę tenisistka z Raszyna w wielkim finale zagra z Ons Jabeur. W ich dotychczasowych pojedynkach jest remis 2-2.
- oceniła.
Świątek w swoim półfinale spędziła na korcie dwa razy więcej czasu niż Jabeur, ale kondycyjnie w Nowym Jorku wygląda wprost świetnie. Nie ma więc powodów do obaw, że nie zdoła się odpowiednio zregenerować do soboty.
- dodała.
Na koniec zdradziła, że najbardziej cieszy się z faktu, że praca którą wykonała przed turniejem się opłaca.
- stwierdziła.
Satysfakcję dało jej także to, że mecz podobał się licznie zgromadzonej na Artur Ashe Stadium publiczności. - zakończyła Świątek, która na pytanie czy zobaczymy na finale jej tatę odrzekła: "Chyba nie".
Z Nowego Jorku dla PAP, Tomasz Moczerniuk