Dziennik.pl logo

Iga Świątek: Rozkręcam się z meczu na mecz

9 września 2022, 09:44
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Iga Świątek
<p>Iga Świątek</p>/PAP/EPA
Iga Świątek po wygranej z białoruską tenisistką Aryną Sabalenką 3:6, 6:1, 6:4 w półfinale US Open w sobotę w decydującym pojedynku spotka się z Tunezyjką Ons Jabeur.„To będzie wielkie wyzwanie i wspaniała walka” - zapowiedziała podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.

Czwartkowy wieczór w Nowym Jorku był pełen uroku. Temperatura idealna, wilgotność w normie, a na wszystko z góry spoglądał będący w pełni księżyc. Kibice, którzy w komplecie wypełnili Artur Ashe Stadium, mogli się odprężyć i liczyć na to, że w drugim półfinale singla kobiet zarówno Świątek jak i jej rywalka pokażą inną pełnię: swoich możliwości. Liczono na to, że to starcie nie będzie tak jednostronne, jak to które je poprzedzało. Tunezyjka Ons Jabeur potrzebowała w nim bowiem zaledwie 67 minut, aby wyrzucić za burtę Caroline Garcię z Francji.

Kibice gorąco przywitali Świątek

Polka, która dzień wcześniej wyznała, że nie zwraca zupełnie uwagi na porę rozegrania meczu wyszła na kort jako druga. W przedmeczowej rozmowie powiedziała, że "będzie dziś ok", a jej zadaniem będzie lepsze rozwiązywanie problemów.- powiedziała Polka na konferencji po spotkaniu.

Publiczność przywitała ją goręcej niż Sabalenkę, a spiker - przy prezentacji - przypomniał o tym, że Świątek ma zaledwie 21 lat, że jest nie tylko nr 1 na świecie, ale niedawno zaliczyła 37 wygranych meczów z rzędu oraz wspomniał, że pomogła w uzbieraniu ponad miliona dolarów na rzecz ofiar wojny na Ukrainie. Nastąpiła krótka rozgrzewka, a zaraz po tym jak z głośników poleciał jeden z ulubionych kawałków muzycznych Świątek - Thunderstruck zespołu AC/DC - zaczęło się granie na poważnie o ogromną stawkę.

Polka przebudziła się w drugim secie

W pierwszym secie Białorusinka zdecydowanie lepiej weszła w mecz. Grała bardzo solidnie. Szczególnie funkcjonował u niej mocny, sięgający niemal 120 mil/godz. serwis. W przypadku Polki ponownie - podobnie jak w meczu z Amerykanką Jessiką Pegulą - nie udawało się jej utrzymać swojego podania. W rezultacie Świątek, która dała się przełamać aż trzy razy zeszła na przerwę przy stanie 3:6.

- powiedziała liderka rankingu WTA.

Od drugiego seta oglądaliśmy już zawodniczkę grającą na poziomie pierwszej rakiety świata. Polka rozpoczęła go od wygrania ośmiu piłek i dwóch gemów z rzędu. Lepiej funkcjonował serwis, bo umiejętnie rozstawiała Sabalenkę po kątach. Do końca wygranego 6:1 seta trwał jej popis i kapitalna gra. Sytuacja na tym etapie nie wymknęła się jej ani razu spod kontroli.

- wyznała.

W trzecim secie Polka znowu musiała wracać, bo szybko zrobiło się w nim 0:2. Była bliska odrobienia strat w gemie szóstym, ale udało się jej to w ósmym. Do końca nie oddała inicjatywy i w efekcie po wygraniu tej partii 6:4 zameldowała się w finale.

- podsumowała.

Jabeur w półfinale "szybsza" od Świątek

W sobotę tenisistka z Raszyna w wielkim finale zagra z Ons Jabeur. W ich dotychczasowych pojedynkach jest remis 2-2.

- oceniła.

Świątek w swoim półfinale spędziła na korcie dwa razy więcej czasu niż Jabeur, ale kondycyjnie w Nowym Jorku wygląda wprost świetnie. Nie ma więc powodów do obaw, że nie zdoła się odpowiednio zregenerować do soboty.

- dodała.

Na koniec zdradziła, że najbardziej cieszy się z faktu, że praca którą wykonała przed turniejem się opłaca.

- stwierdziła.

Satysfakcję dało jej także to, że mecz podobał się licznie zgromadzonej na Artur Ashe Stadium publiczności. - zakończyła Świątek, która na pytanie czy zobaczymy na finale jej tatę odrzekła: "Chyba nie".

Z Nowego Jorku dla PAP, Tomasz Moczerniuk

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraQuiz dla tych, co mają przynajmniej 45 lat. Pytamy o PRL. 10/10 daje tytuł mistrza »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj