Nie tylko Fermin Lopez mógł trafić z Barcelony do polskiej ligi. Kto jeszcze? Tego dowiesz się oglądając Dziennik Sportowy
Świątek pierwszy raz w karierze wygrała turniej w stolicy Hiszpanii. W finale - tak jak przed rokiem - zmierzyła się z Aryną Sabalenką. Tym razem to Polka była górą. Mecz był widowiskiem godnym finału. Liderka i wiceliderka rankingu WTA dały popis tenisa na najwyższym poziomie.
Powodów do wielkiej radości nie mieli siatkarze Jastrzębskiego Węgla. Mistrzowie Polski musieli zadowolić się srebrnymi medalami. W finale Ligi Mistrzów dość gładko przegrali z włoskim Itasem Trentino w trzech setach.
Bardziej zacięty przebieg miał finał piłkarskiego Pucharu Polski. Na stadionie PGE Narodowym w Warszawie potrzebna była dogrywka. W niej lepsza okazała się Wisła Kraków i w ten sposób Pogoni Szczecin przeszła koło nosa okazja na wstawienie pierwszego trofeum do swojej gabloty.
Jak ujawniły kilka dni temu polskie media latem do Rakowa Częstochowa mógł trafić Fermin Lopez. Pod Jasną Górą stwierdzono, że młody piłkarz nie pasuje do koncepcji i ostatecznie 20-latek został w Barcelonie, w której teraz błyszczy.
Okazuje się, że młody gwiazdor Katalończyków nie jest jedynym piłkarzem Barcelony, który mógł trafić w ostatnim czasie do Polski. O tym w rozmowie z Dziennik.pl opowiada Tomasz Pasieczny.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
