Jako jedyny Polak zdobył mistrzostwo świata w boksie amatorskim, a teraz dorabia jako barman. Henryk Średnicki mówi jednak, że żadna praca nie hańbi. "Jako młody łebek zbierałem węgiel i złom na hałdzie. Po zakończeniu kariery pracowałem na kopalni. Handlowałem też garnkami na targu" - wylicza były pięściarz.
Średnicki to pechowiec - urodził się za wcześnie i kokosów w ringu nigdy się nie dorobił. Nie dostał zgody od komunistycznych władz na podpisanie zawodowego kontraktu.
"Po zakończeniu kariery pracowałem na kopalni, a jak ze zdrowiem było coraz gorzej, a musiałem z czegoś żyć, to handlowałem garnkami na targu w Dąbrowie Górniczej. Bawiłem się też w trenerkę" - opowiada Średnicki.
Teraz pracuje za barem w jednym z sosnowieckich pubów. "Ktoś krzyknie dwa duże jasne, to są dwa duże. Trzeba tylko szybko nalać i uważać, żeby nie było dużo piany. Czy to wstyd, że jedyny polski mistrz świata w boksie nalewa piwo?! Żaden wstyd. Miałem iść kraść, żebrać?! To byłaby dopiero hańba" - mówi dumny Średnicki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|