"Już w pierwszym secie ledwo widziałem na oczy" - mówił dziennikowi.pl "Ołówek". Przysiężny prowadził w pierwszej partii 6:5 i serwował. Przy stanie 30:0 cztery piłki z rzędu wygrał jednak Kubot i doprowadził do tie-breaka, którego zakończył zwycięsko. "Od początku miałem inicjatywę. Grałem agresywnie, ale robiłem więcej niewymuszonych błędów." - twierdził Przysiężny.

Warunki do gry były nie do zniesienia. "Było chyba z 50 stopni, a wilgotność powietrza strasznie wysoka. Ale nie zamierzałem się poddawać. Warunki były takie same dla nas obu. Łukasz też to odczuwał" - oceniał sklasyfikowany obecnie na 240 miejscu w rankingu ATP Polak. Tenisiści korzystali z przerw toaletowych, wzywali masażystów - wszystko po to, aby jak najmniej przebywać na słońcu. W efekcie czego od rozegrania pierwszej do ostatniej piłki minęło ponad cztery godziny! To niesłychana dawka jak na trzy-setowy pojedynek.

Mecz był bardzo nerwowy. Polacy nie tylko walczyli o udział w turnieju głównym w Nowym Jorku, ale również rywalizowali o miano najlepszego zawodnika w naszym kraju. Co ciekawe 25-letni Kubot i 23-letni Przysiężny zagrali ze sobą po raz pierwszy w oficjalnym, seniorskim pojedynku. Tę wojnę nerwów wygrał ten młodszy, a o sukcesie zadecydował tie-break trzeciego seta. "Łukasz zaczął od podwójnego błędu, później ja wygrałem dwie piłki na swoim serwisie i zrobiło się szybkie 3:0. Grałem dalej swoje i poszło łatwiej, niż się spodziewałem" - powiedział Przysiężny dziennikowi.pl o dodatkowej rozgrywce, którą ostatecznie wygrał 7:0.

Rywalem "polskiego Federera" w pierwszej rundzie turnieju głównego będzie Niemiec Michael Berrer. "Nigdy z nim nie grałem. Wiem, że jest leworęczny i dobrze serwuje. Będę jednak grał na dużo większym luzie i postaram się o przejście do następnej rundy". Jeżeli Przysiężny pokona pierwszą przeszkodę to jego kolejnym przeciwnikiem będzie lepszy z pary: Ernests Gulbis z Łotwy i Potito Starace z Włoch. "Stawiam na Gulbisa. On lepiej radzi sobie na szybkiej nawierzchni. Kiedyś graliśmy ze sobą w Pucharze Davisa. Wygrałem 3:1 w setach" - wspominał "Ołówek".

Dla urodzonego w Głogowie Polaka to pierwszy udział w turnieju głównym turnieju wielkoszlemowego. "To bez wątpienia mój życiowy sukces. Wyżej cenię sobie awans do US Open, niż ubiegłoroczny ćwierćfinał turnieju w Sopocie. Do tego wygrałem wewnętrzną rywalizację z najwyżej sklasyfikowanym Polakiem i to po tak dramatycznym meczu!" - nie mógł nacieszyć się Przysiężny.

Spotkanie polskiego tenisisty z Michaelem Berrerem odbędzie się dopiero we wtorek. To dobrze, bo Przysiężnemu przyda się dodatkowy dzień na regenerację sił po tak wyczerpującym pojedynku.