Niewiele brakowało! Podczas wyścigu NASCAR o mały włos nie doszło do tragedii. Amerykański kierowca P.J. Jones dosłownie w ostatniej chwili wyskoczył ze swojego samochodu, który stanął w płomieniach. Zobacz wideo!
"Nie wiedziałem, co się dzieje. Nagle zobaczyłem dookoła płomienie i pomyślałem: "OK, trzeba zwiewać". Moja reakcja była instynktowna - opowiadał Amerykanin już po dokładnych badaniach medycznych, które wykazały, że na szczęście nic mu się nie stało.
Do zdarzenia doszło na 19. okrążeniu rozgrywanego na torze w Daytona Beach wyścigu NASCAR. W dramatycznej kolizji wzięło udział aż dziewięć samochodów, a ford Jonesa ucierpiał najbardziej - pisze "Super Experss".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|