Brytyjczyk do Warszawy po raz pierwszy przyjechał w 2000 roku, gdy jako amator startował w Turnieju im. Feliksa Stamma. Przegrał wtedy już w ćwierćfinale ze Szwedem Andreasem Gustafssonem.

"To był mój pierwszy międzynarodowy występ w wadze ciężkiej" - wspomniał Haye, który w przeciwieństwie do ówczesnego pogromcy zrobił międzynarodową karierę, m.in. już rok później był wicemistrzem świata.

"Sportowo wówczas mi się nie powiodło, ale nie z tego względu obecne wrażenia z Warszawy są całkiem odmienne. Muszę przyznać, że dziś to zupełnie inny świat. Ludzie na ulicach, kawiarnie, restauracje, eleganckie hotele... Tego nawet nie sposób porównać. Teraz to po prostu inny kraj" - przyznał 38-letni Haye podczas wieczornego spotkania z kibicami w Hali Gwardii, niemal kultowym miejscu dla polskiego boksu, gdzie w 1953 roku biało-czerwoni wywalczyli pięć złotych medali mistrzostw Europy.

Za sukcesem polskich pięściarzy stał wtedy legendarny trener Feliks "Papa" Stamm, którego grób - w towarzystwie prawnuczki Pauli Stamm - odwiedził po przyjeździe do stolicy. Gościł również w Muzeum Powstania Warszawskiego. W Klubie Bokserskim Legia odbył z kolei pokazowy trening z najmłodszymi adeptami boksu.

"Zanim coś osiągniesz, musisz czegoś oczekiwać od siebie i coś od siebie dać" - przekazywał uwagi młodym sportowcom.

Odwiedziny Legii miały związek m.in. z Tadeuszem "Teddym" Pietrzykowskim, którego historia wywarła wielkie wrażenie na Haye'u. Przed drugą wojną światową trenował on w Warszawie pod okiem Stamma. Był wicemistrzem kraju. Później walczył z Niemcami, próbował przedostać się do Francji, ale został aresztowany i trafił do obozu w Auschwitz, gdzie otrzymał numer 77. Toczył tam pojedynki bokserskie, których stawką był... chleb, rozdawany później współwięźniom. Po deportacji w 1943 r. do obozu zagłady Neuengamme nadal walczył. Wyzwolenia przez Brytyjczyków doczekał w obozie Bergsen-Belsen. Potem wstąpił do 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie zajmował się organizacją zajęć sportowych dla żołnierzy.

Syn Haye'a ma na imię Cassius, jak legendarny pięściarz Cassius Clay, czyli później Muhammad Ali. Mimo "bokserskiego" imienia nie ciągnie go do tego sportu. "Stoczył kilka walk, ale zdecydowanie woli tenis, w który gra regularnie" - wspomniał Brytyjczyk, który na zawodowym ringu wygrał 28 z 32 walk, w tym 26 przed czasem.

Inauguracja projektu "100x100" Polskiej Fundacji Narodowej miała miejsce we wrześniu, kiedy w Warszawie gościł m.in. dwukrotny mistrz świata Formuły 1 Fin Mika Hakkinen. Z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości PFN nawiąże współpracę ze 100 wpływowymi, znanymi i szanowanymi w świecie postaciami życia publicznego: artystami, aktorami, sportowcami, intelektualistami, przedsiębiorcami, liderami opinii. Działania w ramach tego przedsięwzięcia kierowane są głównie do odbiorców poza granicami Polski.