Dziennik.plPiłka nożna

Sobota, 26 maja 2012

Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Jak bankrutował Portsmouth

2010-03-30 | Ostatnia aktualizacja: 22:00 | Komentarze: 0 | skomentuj

Gdy w maju 2008 roku Portsmouth zdobyło Puchar Anglii, nikt nie spodziewał się, że właśnie zaczyna się upadek tego klubu. W marcu 2010 r. Portsmouth jako pierwszy w historii Premier League klub przeszedł pod zarząd komisaryczny i odjęto mu dziewięć punktów, gwarantując spadek z ligi.

Kiedy za zarządzanie drużyną zabrał się komisarz Andrew Andronikou, wyszło na jaw, jak wielkie są długi klubu – wynoszą 100 mln funtów. To w Anglii żadna nowość, bo wiele klubów żyje tam ponad stan. Manchester Utd jest winien wierzycielom 150 mln funtów. Tyle tylko że Czerwone Diabły regularnie rozliczają się z kredytodawcami, a przede wszystkim płacą podatki. Tymczasem dług podatkowy Portsmouth to aż 17 mln funtów, a do końca roku ma już wynosić 21 mln. Gdyby nie wkroczenie zarządu komisarycznego, klub przestałby istnieć. – Dług to normalna sprawa w każdej dużej firmie. A zwłaszcza w klubach, które dopiero kilka lat temu awansowały do Premier League i starają się w niej zadomowić. Wydają ponad stan i nie kontrolują swoich szalonych wydatków – mówi ekspert finansowy z londyńskiego City Drew Barrand.

Rachunki Portsmouth są zatrważające. Roczne pensje, które klub musi płacić zawodnikom, wynoszą ponad 50 mln funtów! – Powinny one wynosić 50 – 60 procent obrotów. Teraz wynoszą znacznie więcej. Musimy je zredukować do około 20 – 25 mln – mówi Andronikou.

Działacze Portsmouth jeszcze przed wprowadzeniem zarządu komisarycznego zorientowali się, że klub żyje w świecie finansowej fantazji, a rachunek końcowy zupełnie się nie zgadza. Dlatego w styczniu 2009 r. pozbyli się takich piłkarzy, jak Defoe, Diarra, Crouch, Kranjcar, Distin, Johnsson, Kaboul i Begovic. Na ich sprzedaży klub zarobił kilkadziesiąt milionów funtów i pozbył się obciążenia w postaci gwiazdorskich pensji. Jednak zadłużenie wobec państwa i innych podmiotów nadal rosło.

Dyrektor wykonawczy Portsmouth Peter Storrie twierdzi, że prawdziwe tąpniecie nastąpiło w sierpniu 2009 r., kiedy właściciel klubu Sasza Gaydamak ogłosił, iż chce pozbyć się akcji klubu. – Banki, które pożyczyły nam ogromne sumy pieniędzy, zwariowały po tej deklaracji – mówi.

W 2009 r. francuski sąd skazał ojca właściciela Portsmouth Arkadiego Gaydamaka za malwersacje finansowe. Od tej chwili również Sasza stał się niewiarygodny dla bankowców. – Standard Bank i Barclays zażądały natychmiastowej spłaty zadłużenia. Niemal z dnia na dzień musieliśmy znaleźć ponad 50 mln funtów, a jednocześnie zapewnić płynne funkcjonowanie klubu. Wtedy zaczęły sie prawdziwe kłopoty, których kulminację obserwujemy teraz – mówi Storrie.

czytaj dalej >>>

Tomasz Włodarczyk, Orange Sport
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«